Przez Budapeszt, do którego w końcu udało nam się dojechać, przelecieliśmy jak wicher. Nie zdążyliśmynawet wyciągnąć aparatu. Spowodowane było to tym, że dostaliśmy niepohamowanego ataku głodu. Jako, że kierowca, który przywiózł nas do stolicy wysadził nas na samym jej początku. Mieliśmy wtedy dwa priorytety:
- Jak najszybciej wydostać się za miasto.
- Zjeść coś jak najtaniej i jak najszybciej.
To drugie nie stanowiło prawie żadnego kłopotu. Pizza na Węgrzech jest, tak jak prawie wszędzie z resztą, bardzo ekonomicznym i zazwyczaj niedrogim jedzeniem. I trzeba im przyznać, że robią ją przepyszną.