Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erich von Daniken. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erich von Daniken. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 lutego 2015

Brama Słońca spod Poznania

Słynna Brama Słońca z Tiahuanaco w Boliwii przedstawia czterdzieści osiem wyrzeźbionych postaci po obu stronach głównej płaskorzeźby - unoszącego się bóstwa. Istnieją teorie mówiące o tym, że postać osadzona w centrum to nikt inny jak Viracocha - biały bóg Indian z tamtych terenów otoczony nutką tajemnicy.

Istnieją przekazy informujące nas o tym jakoby Viracocha miał zawiesić gwiazdy, Słońce i Księżyc na niebie i stworzyć w Tiahuanaco pierwszych ludzi. Nie jest to jednak jedyna legenda związana z tym bóstwem.Według innej Viracocha nie był samotnikiem i podczas tworzenia świata towarzyszyli mu jego dwaj synowie. Ów legenda posuwa się również dalej niż tylko do aktu stworzenia pierwszych rozumnych istot i mówi o narodzinach wielkich ptaków i zwierząt. Liczne grupy ludzi zostały rozrzucone w różne części kraju. Trwało to chwile, aż Viracocha wysłał swych synów by Ci zorientowali się tym jak żyją ludzie. 

Wieści z jakimi powrócili nie były zachwycające. Ludzie bowiem nie docenili swojego stwórcy i poczęli oddawać cześć stworzonym przez siebie figurkom, które przedstawiały innych bogów. Prócz tego ogarniać ich zaczęła żądza władzy i ich zachowanie pozostawiało wiele do życzenia.

Rozwścieczyło to Viracochę. Nie ma się z resztą czemu dziwić. Jego odpowiedzią na ludzką niewdzięczność był ogień i błyskawice. 

piątek, 30 stycznia 2015

Moai, Wyspa Wielkanocna i Arkady Fiedler

Jest takie jedno miejsce na Oceanie spokojnym. Znajduje się ono ponad trzy i pół tysiąca kilometrów od wybrzeża w Chile i ponad dwa tysiące kilometrów od najbliższego zamieszkiwanego przez ludzi lądu. Jak łatwo się domyślić, ów miejsce to wyspa. Wyspa Wielkanocna. Ten skrawek ziemi jest jednym z najbardziej oddalonych od innych zamieszkałych przez ludzi miejsc. Jest też jednym z tych miejsc, które otacza woń tajemnicy fascynującej wielu, ale też jest jednym z tych, które noszą w sobie nieuchronny gen zagłady. Właściwie historia wyspy to historia ziemi, z tym tylko, że w sporym pomniejszeniu.

Tu następuje ten moment, w którym mam ochotę napisać "Posłuchajcie...", ale nie zrobię tego aby nie zaryzykować porównania mnie do pewnego polskiego pisarza, dobrego, z resztą i niewątpliwie większego ode mnie. Cóż... Całe szczęście, że tacy są, w końcu młode pokolenie musi się uczyć od lepszych od siebie... :)


A więc...

Było to tak...

Wszelkie źródła historyczne podają, że na wyspę w IV wielu dotarli osadnicy z Hawajów, nie jest to jednak
informacja, co do której wszyscy są zgodni. Istnieją również tacy, którzy uważają, że ów wydarzenia miały miejsce całe cztery wieki później. Całkiem niedawno jednak inny naukowiec starał się udowodnić, że data zasiedlenia wyspy to czas około przełomu pomiędzy wiekiem XII, a XIII.  Mowa o naszej erze oczywiście. Na "dzień dobry" mamy więc do czynienia z całkiem sporych rozmiarów rozbieżnością. Osadnicy oprócz siebie przytargali również rośliny - choćby banany, zwierzęta - takie jak kury oraz szczury, które okazały się być  w przyszłości jednym z trumiennych gwoździ dla przybyłych.

Oficjalnie odkrywcą wyspy został ogłoszony Jacob Roggeveen, który przybił do jej brzegów w niedzielę wielkanocną. Temu właśnie zdarzeniu miejsce zawdzięcza swoją nazwę. Moim skromnym zdaniem odkrywcami Wyspy Wielkanocnej byli osadnicy, którzy przybyli tam znacznie wcześniej i przecież nie byli rdzenną ludnością tej ziemi. Prawda jednak jest taka, że pochodzili z Polinezji, a nie z Europy, a odcień ich skóry nie świecił na biało. Wszystko jasne - historia...taka piękna.

wtorek, 6 stycznia 2015

Co czytały moje gały...

"Czym dla zbrodniarza jest stryczek kata, czym rząd karabinowych luf dla pojmanego szpiega - tym dla rannego zwierza w pustyni śnieżnej jest głos wilczej pogoni."
James Oliver Curwood

Bardzo lubię czytać. Naprawdę – wprost uwielbiam siedzieć sobie wygodnie w fotelu ze wzrokiem wlepionym w kartki dobrej książki. Ze względu na swoją pasję jaką są podróże, literatura, po którą sięgam jest dość monotematyczna. 

>źródło<
Przeczytałam wszystkie książki autorstwa Wojciecha Cejrowskiego z zapartym tchem. Każda z jego publikacji (podróżniczych) jest warta polecenia. To literacki geniusz – trzeba przyznać.

>źródło<
Przejechałam świat dookoła wspólnie z Kingą Choszcz – polską podróżniczką-autostopowiczką. Nie urzekło mnie jej pióro, ale to czego dokonała ta drobna kobieta jest godne podziwu. „Prowadził nas los” jej autorstwa to obowiązkowa lektura dla tych, którzy myślą, że podróżują tylko bogaci. Warto ją przeczytać choćby po to by przekonać się w jakim jest się błędzie. Podobnie jest z „Moją Afryką” Kingi. To opis ostatniej podróży Malaiki. To sprawozdanie z kilku miesięcy spędzonych przez nią w Afryce. Śmierć Choszcz to ogromna strata. Nie powinna była umrzeć. Mogła zrobić jeszcze wiele dobrego.