Jak już wiecie wyjazd do Pragi nie był spełnieniem moich marzeń. Jednak karmiłam się myślą, że prowodyrem wszystkiego była osoba, która mi towarzyszyła. Otóż... Ja zwyczajnie mam pecha do tego kraju. Autostop jest na tyle osobisty, że nie można wystawić jednoznacznej opinii, na temat tego gdzie się da, a gdzie nie da się złapać stopa, gdzie ludzie są życzliwi, a gdzie nie itd... Są jakieś tam utarte stereotypy, można też wziąć pod uwagę ilości osób podzielających konkretne zdanie. Ale zawsze są wyjątki od tych reguł, więc moje wypociny o czeskim autostopie traktujcie jedynie jako ciekawostkę, a jeśli nie byliście to jedźcie sprawdzić jak to będzie w Waszym przypadku.
Przez Czechy na Słowację:
Niewiele, prawda? Ta droga miała być skrótem. Przejechać kawałek przez Czechy, po to żeby nie robić kółeczka po Polsce. Cóż... Zamiast zyskać - straciliśmy. I to całe osiem godzin.
W sumie... Zaczęło się całkiem nieźle. Praktycznie z pierwsze czeskiej wioseczki za granicą złapaliśmy w niecałe 15 minut auto do Ostrawy.
Z gościem nie można było się z początku dogadać, bo niestety zazwyczaj wygląda to tak, że oni rozumieją nas, a my ich ani trochę... Czech musi naprawdę chcieć żebyś go zrozumiał. Jeśli już tak jest, a on mówi powoli, spokojnie i nie zapomina o gestykulacji twoje szanse na to, że załapiesz o co mu chodzi rosną dość znacznie. I wtedy faktycznie można dopatrzeć się podobieństwa pomiędzy językiem polskim, a czeskim.
