Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polak Węgier dwa bratanki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polak Węgier dwa bratanki. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 września 2014

Mukaczewo

Wstaliśmy przed świtem. Panował półmrok. Chcieliśmy uniknąć konfrontacji z właścicielem parku, więc pakowaliśmy nasz dobytek w pośpiechu. Ku naszemu zdziwieniu nie byliśmy przemarznięci. Obecność drzew była dla nas błogosławieństwem. Pozbierały one większość wilgoci przez co namiot mieliśmy prawie suchy i w dodatku uchroniły nas przed zimnem jakiego mieliśmy okazję doświadczyć w dniach poprzednich.

Z uwagi na to, że przyjechaliśmy w tamto miejsce dosyć późno i jeszcze później się położyliśmy byliśmy z rana odrobinę ... niewyspani. Ociężałym krokiem wyszliśmy na drogę. Wszędzie było mlecznie od mgły. Było też zimno. Na rozgrzewkę przed wjazdem na Ukrainę po raz pierwszy w naszym życiu jechaliśmy z Rosjaninem. Polskim zwyczajem baliśmy się. Dlaczego? No przecież nie dlatego, że był przystojnym, miłym i przyjaźnie nastawionym do świata mężczyzną w średnim wieku! Powodem naszego strachu nie był jego doskonały angielski i to, że był ciekawy dlaczego ludzie decydują się na niewygody po to by podróżować! To był Ruski, a Polacy mają w zwyczaju się bać. Strach ten jest mniej lub bardziej uzasadniony, ale występuje prawie zawsze. 

niedziela, 31 sierpnia 2014

Droga przez Węgry!

Z uwagi na to, że przez dłuższy czas nie mieliśmy mapy Węgier doszło do drobnej pomyłki. Ubzdurało nam
się, że mamy jechać do Miszkolc, a następnie do Koszyc. Wszystko po to by dobrzeć rzecz jasna na Ukrainę... Do Miszkolc dojechaliśmy bez większych problemów. Tak coś przegryźliśmy i ruszyliśmy dalej. Niewyobrażalnych rozmiarów było nasze zdziwienie kiedy znaki drogowe poinformowały nas, że Koszyce położone są na terenie Słowacji, a nie Ukrainy!

Skąd ten paskudny błąd? Po prostu gdy nie mieliśmy mapy nasza pamięć wydawała się niezawodna, a gdy już ją dostaliśmy nie sprawdziliśmy czy aby na pewno się nie mylimy. Tak, wiemy - to nie wybaczalna pomyłka, ale sami powiedzcie... Czy coś by się zmieniło gdybym to przemilczała?

Tak więc siedzieliśmy na stacji benzynowej w Miszkolc i czekaliśmy na cud. Zapadała noc, a my musieliśmy się dostać gdzieś w okolice Nyiregyhaza żeby rano ruszyć w kierunku Czopu - przejścia granicznego Węgry-Ukraina. Było to prawie niemożliwe dlatego, że trzeba było się sporo cofnąć. A z uwagi na porę dnia nie sądziliśmy, że ktoś jeszcze będzie się wybierał w tamtą stronę.

Ludzie na stacji nas zbywali. Albo ignorowali albo nie jechali w tym kierunku. Siedzieliśmy na krawężniku przez stacją i co rusz podejmowaliśmy próby wydostania się stamtąd. I wtedy stało się najgorsze.