Wszystkie samochody, które udaje nam się zatrzymać podwożą nas co prawda po kilka, kilkanaście kilometrów, ale cały czas poruszamy się do przodu. Rezygnujemy na chwilę z szukania pracy. Mamy pół plecaka jedzenia, sami nie jesteśmy głodni, nie brakuje nam wody więc odpuszczamy sobie w obawie, że zamiast pracy znów dostaniemy żarcie albo pieniądze. Nie chcieliśmy naciągać dobrego losu. Wspominaliśmy jedynie kierowcom o naszych nieudolnych próbach podjęcia pracy, w nadziei, że a nóż, mają oni jakiegoś znajomego, który mógłby nas przyjąć. Niestety - Ci jedynie chichotali nie dowierzając w naszego farta. Nasz Anioł Stróż jednak nie odpuszcza sobie. Podczas gdy my unikamy sytuacji, w których moglibyśmy niezamierzenie znów wyjść na darmozjadów ten zrzuca nam pod nogi 5 euro.
Kiedy informuję swoją mamę o tym fakcie w odpowiedzi słyszę, że ten nasze szczęście robi się już nudne. Pisała ona wtedy relację z naszej podróży do lokalnej gazety i twierdziła, że to co opisuje jest wręcz niewiarygodne. Czuła wtedy zapewne coś podobnego do tego co teraz czuje ja. To znaczy, że czasami sama sobie nie wierze w ten nadmiar szczęścia. Nie zmienia to faktu, że to wszystko zdarzyło się na prawdę.