dwóch garnkach, a wiecie dlaczego tak jest? Odpowiedź jest banalnie prosta - "bo tak!".
Skupmy się jednak nie na kwestii nieuzasadnionego bycia w złym humorze, a na gotowaniu zupy - albo po prostu na jedzeniu. Damska część towarzystwa zapewne doskonale wie co to znaczy mieć na coś taką ochotę, że na samą myśl o tym język ucieka w kierunku najmniej odpowiednich części ciała, prawda?
Spokojnie Panowie - wpis nie będzie poświęcony tematowi "tych dni". Starałam się po prostu przekazać jak wielka była moja ochota na te dania.
A więc pod wpływem powyższych czynników zaczęliśmy przetrząsać stoiska gastronomiczne w poszukiwaniu pomidorówki i sałaty lodowej polanej sosen winegret. To znaczy - Adaś szedł wolniejszym krokiem kilka metrów za mną podczas gdy ja tkwiłam w szale jaki wywoływało u mnie pragnienie kubków smakowych. Zdradzę Wam z góry, że akcja ta skończyła się całkowitym niepowodzeniem. Wtedy był to dla mnie dramat rozwiązaniem którego zdawały się być jedynie czekoladowe batoniki w akompaniamencie zimnej coca-coli. Dziś - wręcz przeciwnie! Śmiech na sali!