W związku z tym, że z początkiem miesiąca chcemy wyjechać na kilkumiesięczną podróż do Marrakeszu (gdzie jest od po prostu najdalszym punktem podróży) przed wyjazdem bardzo chciałam odwiedzić grób Kingi Choszcz, która mimo, że nie jako jedyna objechała autostopem naprawdę wielki kawałek świata jest dla mnie kimś bardzo ważnym w życiu. Pielgrzymka na cmentarz w Gdańsku nie była tylko moim celem. Oprócz mnie w wyprawie udział wzięli Adaś i moja mama. Tak, moja matka jeździ ze mną autostopem.
Start z Mostu Milenijnego we Wrocławiu gdzie droga nie rozpieszczała nas żadnym logicznym zjazdem, a jedynie rozpędówką gdzie zatrzymała się dla nas bardzo miła pani i zawiozła za Oleśnica nadrabiając kilka ładnych kilometrów specjalnie dla nas. "Ja też jeździłam stopem, dlatego się zatrzymałam. Ale teraz... nie jeżdżę już. Dwójka małych dzieciaków pozwala nam z mężem jedynie na stacjonarne wakacje pod namiotem." - opowiada. Wskazuje palcem na Anetę i mówię, że to moja mama. Kobieta uśmiecha się i mówi "Nooo... Może jak maleństwa podrosną to też dane mi będzie pojechać z nimi tak jak pani z córką.".
Nie wszystkich kierowców się zapamiętuje. Niektórzy są tak wyjątkowi, że na zawsze znajdują miejsce w naszej pamięci, są też tacy, których nigdy nie zrozumiem. Na przykład Ci, którzy zabierają trójkę pasażerów do dwuosobowego samochodu ryzykując na prawdę sporo, a przez cała drogę nie odzywają się ani słowem, są też tacy, którzy po prostu podwieźli, ale wszystkim jesteśmy wdzięczni za pomoc w realizowaniu pasji, na którą tak na prawdę nas nie stać.
Obiecywano nam piękną pogodę. Ale chmury na niebie nie wróżyły niczego dobrego. Wiatr niemiłosierny. No i co się stać miało się stało. Zaczęło lać. Niespecjalnie byliśmy przygotowani na taką kolej rzeczy. W końcu miało być 30 stopni. Więc pakując się zabrałam same lekkie ciuchy - szarawary, bokserki... I tak dobrze, że zabrałam polar. No nic... Schowaliśmy się na przystanku autobusowym w jakiejś wioseczce przez Koninem i czekamy... Czekamy... Czekamy...Dostajemy głupawki... Czekamy....
W międzyczasie marzniemy. No ale... Czarne chmury się trochę rozeszły i z ulewy zrobiła się ledwie mżawka. Więc łapanie stopa czas zacząć!
I właśnie tutaj zatrzymał się jeden z tych kierowców, których nie da się zapomnieć. Po krótkim wywiadzie skąd jedziemy, dokąd i po co nastała chwila ciszy. Kierowca rozejrzał się po aucie i krzyczy: "No! Mówcie coś! Nie po to was zabrałem żeby tutaj usnąć! Gadać!" No więc każdy z nas uruchamia na swój sposób słowotok. Rozmawiamy o wszystkim. Gościu opowiada nam o swojej żonie, teściach i kończy zdanie tym, że..."Kur....! Przez tych jej rodziców kredyt wziąłem na dom bo z nimi żyć się nie da! Teściowa tutaj Stasiu, Stasiu, cacy, cacy, a za plecami nóż by wbiła! A teściu? Dobry facet, ale tylko jak się ubzdryngoli! A co ja mam żonie z ojca alkoholika zrobić?!" Wszystko oczywiście w formie żartu. Takiego na wpół serio. Ton kierowcy sprawia, że wszyscy płaczemy ze śmiechu.