Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autostop w Polsce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autostop w Polsce. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 marca 2015

Marsz do Żnina

Zwiedzanie Biskupina pochłonęło kilka godzin. Było niesamowitym doświadczeniem i całkiem niezłą zabawą. Było niezwykle wyciszające ze względu na brak obecności innych ludzi i bliskość przyrody. Wszystko to było tak przyjemne, że nie mogę nawet zebrać się w sobie by ponarzekać na temperaturę, która panowała wokół - jak to mam ostatnio w zwyczaju.

W każdym razie po bardzo wyczerpującym spacerze po wszystkim co oferowało biskupińskie muzeum mieliśmy nadzieję na szybkie złapanie stopa do położonego nieopodal Żnina.

...nadzieja jednak w tym wypadku okazała się matką głupców i całkiem dosłownie wyprowadziła nas w pole.

Otóż maszerowaliśmy tak długo, że aż dotarliśmy do Wenecji. Tak - dobrze czytacie - do Wenecji! Nie było w niej  jednak placu świętego Marka ani setek turystów, było za to sporo wody i muzeum kolejki wąskotorowej - jeśli to się liczy.

środa, 28 stycznia 2015

O tym, którego wabił świat

Przyrodnik, podróżnik, reporter, pisarz... To tylko kilka z wielu określeń jakich można by użyć opisując Arkadego Fiedlera. Wielką rolę w życiu tego wybitnego Polaka odegrał jego ojciec. To właśnie dzięki jego staraniom Arkady zaczął się interesować przyrodą. Efekty tej pasji możemy dziś oglądać choćby w muzeum, do którego się udaliśmy, w Puszczykowie. Fiedler zwykł wspominać o swoim ojcu jako o człowieku dzięki, któremu nauczył się kochać rzeczy, obok których inni ludzie przechodzili obojętnie, czyli zwykłe, pozornie nieładne i nieciekawe - dokładnie takie w jakich my staramy się odnajdywać piękno.

Arkady Fiedler był człowiekiem wykształconym oraz potężnych rozmiarów patriotą. Z resztą - na swoim koncie ma również tytuł porucznika Wojska Polskiego.

Ciekawostką jest, że ten wielki pisarz swoją karierę zaczął od publikacji... cyklu wierszy. Prawdopodobnie świadczy to o jego wielokierunkowości, ale ciężko wypowiadać mi się w tym temacie, choćby dlatego, że nie przeczytałam ani jednego utworu tego typu jego autorstwa.

czwartek, 25 września 2014

To już jest koniec, ale jest jeszcze wszystko!

W Warszawie odwiedziliśmy jeszcze pomnik syrenki. Uparłam się, że chcę zobaczyć to ucieleśnienie legend.
Wszakże o ile syrena stojąca u bram kopenhaskiego portu mnie nie dziwi - o tyle uzbrojona syrenka na Powiślu w Warszawie brzmi groteskowo.

Tak na prawdę oba te przykłady są zabawne. Moje zdanie wynika zapewne z tego, że do rodzimych rzeczy podchodzi się z trochę mniejszym dystansem niż do czegoś spoza granic kraju. Zapewne jest to jakiś rodzaj ograniczenia. Szczególnie jeśli wziąć pod uwagę to, że panny z rybimi ogonami, o których wspomniałam w tekście według legend były siostrami.

Lubię legendy. Zawsze lubiłam. A legenda, która w swoisty sposób została zmaterializowana pociągała mnie
jeszcze bardziej. I tak właśnie ruszyliśmy na spotkanie z symbolem Warszawy.

Niestety - pomnik na żywo nie wygląda o wiele lepiej niż na fotografiach. Urodą nie powala. Na kolana nie rzuca. Generalnie... To ani ja ani Adaś nie wiemy o co tyle szumu.

Resztę wieczoru spędzamy w towarzystwie Michała - kuzyna Adasia. I wcale nie zamierzam się wypierać tego, że wieczór ten upływa w jednym z warszawskich pubów przy kuflach zimnego piwa. Do Mińska wracamy późną nocą i niestety autobusem. Było zimno, my byliśmy troszkę podchmieleni, a wyjechanie ze stolicy do naszego miasta docelowego nie jest takie znowu proste.