Wszakże o ile syrena stojąca u bram kopenhaskiego portu mnie nie dziwi - o tyle uzbrojona syrenka na Powiślu w Warszawie brzmi groteskowo.
Tak na prawdę oba te przykłady są zabawne. Moje zdanie wynika zapewne z tego, że do rodzimych rzeczy podchodzi się z trochę mniejszym dystansem niż do czegoś spoza granic kraju. Zapewne jest to jakiś rodzaj ograniczenia. Szczególnie jeśli wziąć pod uwagę to, że panny z rybimi ogonami, o których wspomniałam w tekście według legend były siostrami.
jeszcze bardziej. I tak właśnie ruszyliśmy na spotkanie z symbolem Warszawy.
Niestety - pomnik na żywo nie wygląda o wiele lepiej niż na fotografiach. Urodą nie powala. Na kolana nie rzuca. Generalnie... To ani ja ani Adaś nie wiemy o co tyle szumu.
Resztę wieczoru spędzamy w towarzystwie Michała - kuzyna Adasia. I wcale nie zamierzam się wypierać tego, że wieczór ten upływa w jednym z warszawskich pubów przy kuflach zimnego piwa. Do Mińska wracamy późną nocą i niestety autobusem. Było zimno, my byliśmy troszkę podchmieleni, a wyjechanie ze stolicy do naszego miasta docelowego nie jest takie znowu proste.

