Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włochy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włochy. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 sierpnia 2014

W drodze do Wenecji!

Być może na południu Włoch uchowały się resztki typowego dla tego kraju klimatu, ale tam gdzie byliśmy my – było zimno. Dopiero w okolicach południa zaczynało się choć trochę odczuwać temperaturę promieni słonecznych. Najwięcej problemu sprawiało spanie w namiocie podczas gdy na zewnątrz bywało po kilka stopni powyżej zera.  Kiedy się śpi spada temperatura ciała i wydaje się, że jest jeszcze zimniej niż jest w rzeczywistości.

Podobno by nie zmarznąć w takich przypadkach wystarczy założyć chustkę na głowę i nie powinno się zakładać na siebie tysiąca rzeczy (swetrów, rajstop, kurtek itp.). Inna z teorii na ten temat głosi wręcz przeciwnie – im więcej ciepłych ubrań tym lepiej. Ja natomiast uważam, że nie ma żadnej reguły. Podczas tych kilku dni we Włoszech wypróbowaliśmy oba sposoby i praktycznie za każdym razem pozamarzało nam wszystko co mogło, a nasze trzęsienie się z zimna w nocy przypominało atak padaczki.

wtorek, 12 sierpnia 2014

Włoskie Migawki z Podróży

Wstajemy skoro świt. Nie słyszeliśmy kiedy Fabio wrócił do domu. On wstaje razem z nami. Mówi, że podrzuci nas na drogę, która prowadzi do Torino. Dla nas to gratka. Gdybyśmy zostali w tej głuszy moglibyśmy co najwyżej zapuścić korzenie i upodobnić się do drzew.

Fabio mówi byśmy poczęstowali się owocami z sadu. Na śniadanie zjedliśmy więc figi. Są po prostu pyszne. Te które czasami kupuje sobie w Polsce są suszone. Również są bardzo smaczne, ale nie umywają się do tych świeżych, zerwanych z drzewa. Są też dość kaloryczne, więc na prawdę nie jesteśmy głodni.

Włoch pyta o nasz namiot. Czy w nim nie marzniemy i tak dalej. Mówimy, że o tej porze roku (był to październik) noce bywają chłodne, ale największym problemem jest to, że bardzo przemaka. W prezencie dostajemy plandekę, która ma uchronić nasz dom od rosy i ewentualnego deszczu. Z resztą – bardzo się nam ona przydaje w przyszłości. Do dziś mamy ją w domu i zdarza się nam z niej korzystać.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Azjatycki nocleg we włoskich Alpach

Kiedy Fabio zaproponował nam byśmy zatrzymali się u niego byliśmy zachwyceni. Powiedział, że mieszka za miastem, w górach. Mówił o tym tak jakby miało nas to zniechęcić, ale było wręcz przeciwnie. Z każdą chwilą stawaliśmy się coraz bardziej zafascynowani. W końcu wydusił z siebie prawdę. Powiedział, że mieszka w o tyle specyficznych warunkach, że nie jest to standardowy dom, a... jurta. Gdybyśmy byli w Kirgistanie czy innym kraju na wschodzie nie dziwiłoby nas to ani trochę, ale Włochy jakoś nie bardzo kojarzą nam się z typowymi dla Azjatów domami.

Popadliśmy więc w jeszcze większy zachwyt.  Podniecona tą nietypową sytuacją od razu postanawiam pochwalić się mojej mamie. Wysyłam jej więc sms’a, a którym opisuję to jak poznaliśmy Fabio i jak bardzo nam pomógł. Wiadomość kończę w ten sposób:

- Fabio mieszka w Alpach. W Jurcie. Niedaleko Imperii.

Znam swoją matkę i wiem, że uzna, że coś pokręciłam. Oczekuję więc na odpowiedź, w której to zostanie mi wytłumaczone czym jest jurta i uzmysłowione, że pomyliłam się. Kiedy przychodzi odpowiedź odbieram ją z szelmowskim uśmiechem na twarzy.

- Czy Ty wiesz czym jest jurta? Jurta to namiot koczowników azjatyckiego stepu. Jego wierzch pokryty jest wzorzystą tkaniną, a szczyt wyposażony jest w otwór dymny. Dziś z tamtego miejsca wyglądają kominy piecyków. Jurta obciągnięta jest płótnem albo skórą, ugina się pod wpływem wiatru... Zastanów się więc coś Ty do mnie napisała!

sobota, 9 sierpnia 2014

Włochy po raz pierwszy

Wstajemy skoro świt. Razem z nami budzi się nasz „współlokator”. Wychodzimy na wspólnego papierosa. Chwile prowadzimy rozmowę w trójkę, ale po chwili zaczynamy z Adasiem ustalać co będziemy dalej robić. Gość jednak jest bardzo uparty i nie zamierza dać się zbyt szybko zbyć. Ciągle wtrąca swoje przysłowiowe "trzy grosze" do naszego dialogu. Rezultat jest taki, że dajemy mu się całkowicie zmanipulować i tym samym odprowadzić na pociąg. Dziwnym trafem okazuje się, że on również tego dnia zamierzał jechać do Włoch. Mimo usilnego namawiania nas na jazdę na gapę postanawiamy wydać te parę euro na bilet. Choć w przyszłości okazuje się, że wcale go nie potrzebowaliśmy – na tamtym odcinku bardzo rzadko zdarzają się kontrole.

Na pociąg oczekujemy dobrą godzinę. W tym czasie nasz nowy znajomy daje upust swojej potrzebie mówienia. Z jego ust wysypują się niezliczone ilości słów. Najwidoczniej dawno nie miał z kim pogadać. Tak więc wysłuchujemy całej, bardzo dokładnej historii jego życia. Zawsze wychodziłam z założenia, że każdy człowiek to indywidualna i ciekawa historia więc nie buntuje się specjalnie i słucham go. Niestety – facet gdy dostrzega drobne zainteresowanie z naszej strony traci wszelkie granice. Przez następnych kilka godzin wysłuchujemy bogatych w szczegóły historii o mordowaniu i gwałceniu bezdomnych w Paryżu i działaniach włoskiej mafii... Oszczędzę Wam tych bzdur wyssanych z palca, które aż opływały krwią i tonęły w wyprutych z człowieka wnętrznościach.