Być może na
południu Włoch uchowały się resztki typowego dla tego kraju klimatu, ale tam
gdzie byliśmy my – było zimno. Dopiero w okolicach południa zaczynało się choć
trochę odczuwać temperaturę promieni słonecznych. Najwięcej problemu sprawiało
spanie w namiocie podczas gdy na zewnątrz bywało po kilka stopni powyżej
zera. Kiedy się śpi spada temperatura
ciała i wydaje się, że jest jeszcze zimniej niż jest w rzeczywistości.
Podobno by nie
zmarznąć w takich przypadkach wystarczy założyć chustkę na głowę i nie powinno
się zakładać na siebie tysiąca rzeczy (swetrów, rajstop, kurtek itp.). Inna z
teorii na ten temat głosi wręcz przeciwnie – im więcej ciepłych ubrań tym
lepiej. Ja natomiast uważam, że nie ma żadnej reguły. Podczas tych kilku dni we
Włoszech wypróbowaliśmy oba sposoby i praktycznie za każdym razem pozamarzało
nam wszystko co mogło, a nasze trzęsienie się z zimna w nocy przypominało atak
padaczki.