Wstajemy skoro
świt. Razem z nami budzi się nasz „współlokator”. Wychodzimy na wspólnego
papierosa. Chwile prowadzimy rozmowę w trójkę, ale po chwili zaczynamy z Adasiem ustalać co będziemy dalej robić. Gość jednak jest bardzo uparty i nie
zamierza dać się zbyt szybko zbyć. Ciągle wtrąca swoje przysłowiowe "trzy grosze" do naszego dialogu. Rezultat jest taki, że dajemy mu się całkowicie
zmanipulować i tym samym odprowadzić na pociąg. Dziwnym trafem okazuje się, że
on również tego dnia zamierzał jechać do Włoch. Mimo usilnego namawiania nas na
jazdę na gapę postanawiamy wydać te parę euro na bilet. Choć w przyszłości
okazuje się, że wcale go nie potrzebowaliśmy – na tamtym odcinku bardzo rzadko
zdarzają się kontrole.
Na pociąg
oczekujemy dobrą godzinę. W tym czasie nasz nowy znajomy daje upust swojej
potrzebie mówienia. Z jego ust wysypują się niezliczone ilości słów.
Najwidoczniej dawno nie miał z kim pogadać. Tak więc wysłuchujemy całej, bardzo
dokładnej historii jego życia. Zawsze wychodziłam z założenia, że każdy
człowiek to indywidualna i ciekawa historia więc nie buntuje się specjalnie i
słucham go. Niestety – facet gdy dostrzega drobne zainteresowanie z naszej
strony traci wszelkie granice. Przez następnych kilka godzin wysłuchujemy
bogatych w szczegóły historii o mordowaniu i gwałceniu bezdomnych w Paryżu i
działaniach włoskiej mafii... Oszczędzę Wam tych bzdur wyssanych z palca, które
aż opływały krwią i tonęły w wyprutych z człowieka wnętrznościach.