To była już nasza druga wizyta w stolicy Austrii. Jednak zarówno
poprzednim razem, jak i tym podczas powrotu z Maroko... nie znaleźliśmy dla
niej czasu. Właściwie to nie znaleźliśmy pieniędzy na zostanie dłużej. Nie
czule więc zorientowaliśmy się w jakiej części miasta jesteśmy i gdzie
powinniśmy się kierować , a następnie opuściliśmy hostel i ruszyliśmy przed
siebie.
No chyba mi nie uwierzyliście? Oczywiście, że pominęłam poranną wyżerkę! W
cenie pokoju było śniadanie. Z uwagi, że wszyscy hostelowicze
byli pod ciągłą obserwacją, która jak mniemam, miała zapobiec wynoszeniu jadła
poza stołówkę, musieliśmy najeść się na miejscu.
I tu znów popełniliśmy podstawowy błąd podróżnika. Na ogół wiemy, że nie
ma możliwości aby najeść się na zapas, ale kiedy jesteśmy głodni, a przed nami
stoi otworem szwedzki stół... jakoś zupełnie zapominamy o tym co niemożliwe.

