Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiedeń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiedeń. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 sierpnia 2014

Węgry po raz pierwszy!

To była już nasza druga wizyta w stolicy Austrii. Jednak zarówno poprzednim razem, jak i tym podczas powrotu z Maroko... nie znaleźliśmy dla niej czasu. Właściwie to nie znaleźliśmy pieniędzy na zostanie dłużej. Nie czule więc zorientowaliśmy się w jakiej części miasta jesteśmy i gdzie powinniśmy się kierować , a następnie opuściliśmy hostel i ruszyliśmy przed siebie.

No chyba mi nie uwierzyliście? Oczywiście, że pominęłam poranną wyżerkę! W cenie pokoju było śniadanie. Z uwagi, że wszyscy hostelowicze byli pod ciągłą obserwacją, która jak mniemam, miała zapobiec wynoszeniu jadła poza stołówkę, musieliśmy najeść się na miejscu.

I tu znów popełniliśmy podstawowy błąd podróżnika. Na ogół wiemy, że nie ma możliwości aby najeść się na zapas, ale kiedy jesteśmy głodni, a przed nami stoi otworem szwedzki stół... jakoś zupełnie zapominamy o tym co niemożliwe. 

wtorek, 9 lipca 2013

Wiedeńska przygoda

Przystanek Bratysława. Zaczyna robić się ciemno, a my tradycyjnie nie mamy żadnego planu co co noclegu, a zdecydowanie przydałoby się go mieć. Jak również fajnie byłoby się wykąpać bo śmierdzimy niemiłosiernie po przeprawie przez Słowację gdzie temperatura rozpieszczała nas 39 stopniami i wędrówkami przez  całe miasta żeby znaleźć dobre miejsce do łapania stopa. Zasada jaką odkryliśmy w tym kraju jest taka, że jeżeli mam pół kilometra do końca miasta, zjazd wielki na tyle, że na spokojnie trzy ciężarówki jedna za drugą się zmieszczą i każda z nich nie będzie miała problemu z wyjazdem - to nie ważne. Nie zatrzyma się nic i koniec, bo jestem w mieście. Pół kilometra dalej, za ostatnimi zabudowywaniami, na ciągłej linii zatrzyma się pierwszy samochód. Bo za miastem. No i generalnie jest to dosyć fajne bo problemu jako takiego ze stopem nie ma, ale zaczyna być upierdliwe kiedy musi się pokonać w ciągu jednego dnia 8-10 takich miasteczek, które do krótkich nie należą...

Wracając do Bratysławy. Jesteśmy na stacji benzynowej. Podchodzimy do jakiegoś pana, który do złudzenia przypomina Eliah Wood'a - naprawdę do złudzenia. Gościu czyściutki, pachnący, w nowym garniturze i baaardzo drogim samochodzie, a my jak te ostatnie sieroty - ja podejrzewająca u siebie udar słoneczny, z tłustymi włosami, podartymi szarawarami...szkoda gadać. Adaś - niewiele lepiej. No i pytamy czy nie jedzie w kierunku Wiednia i czy możemy liczyć na podwózkę. Nasz Frodo się zgadza no i jedziemy, ale tylko na port lotniczy (jakiej12-15 km od samego miasta). Gościu przeprasza nas za każdego swojego papierosa jakby to była nie wiadomo jaka zbrodnia. Piszę smsa do mojej mamy "Jesteśmy w drodze do Wiedna.", przychodzi odpowiedz: "Dopiero pisałaś, że nie możecie wygrzebać się ze Słowacji, a tu już Austria?? Jestem z was dumna!". Uśmiecham się triumfalnie ;)

Port lotniczy. Rozglądamy się. Adaś zachwyca się wielkością i rozmachem tego wszystkiego. Fakt. Olbrzymie to. Po chwili jednak rozglądamy się jeszcze raz i stwierdzamy, że trzeba się pospieszyć i wydostać do miasta bo tutaj nawet wszystkie pieniądze, które ze sobą mamy nie wystarczyłyby najprawdopodobniej na nocleg jednej osoby na jedną dobę...

Idziemy więc na wskazaną wcześniej przez Frodo stację benzynową. Rzuca nam się w oczy mały busik osobowy i siwy, miło wyglądający pan obok niego. Podchodzimy więc i pytamy po angielsku czy jedzie w stronę centrum. On odpowiada, że tak, ale nie może nas zabrać bo ten busik to coś na zasadzie taksówki biznesowej i ma szefa cały czas na karku. Rozmawiamy z nim przez chwile po czym gostek pyta po angielsku:
- Jaki jest wasz ojczysty język?
- Polski.
- ...no to mówcie po polsku...