Było zimno.
Październik naprawdę dawał o sobie mocno znać. Nie twierdzę, że spanie pod
namiotem byłoby niemożliwe, ale uważam, że cztery ściany były o wiele bardziej
interesujące od temperatury panującej na zewnątrz. Wylegiwanie się w hotelowych
łóżkach zupełnie nie wchodziło w rachubę, ale za to dworzec zdawał się być
całkiem niezłym rozwiązaniem. Odszukaliśmy go. Ogrzewany wewnątrz, czysty
budyneczek, który – niestety – zamykany jest o północy. Nie mniej – do północy
mieliśmy jeszcze trochę czasu, zatem dalsze zastanawianie się nad tym gdzie
spędzimy noc postanowiliśmy kontynuować przy kaloryferze.
Na dworze zrywa
się wichura, a dzięki niej robi się jeszcze zimniej. To ostatecznie niweczy
plany spania w namiocie. Jest na to za zimno, Adaś nie ma karimaty – cały stos
argumentów przeciw po prostu!
Gdy przyglądamy
się mapie miasta do rozmowy włącza się starsza Francuzka. Czeka na pociąg i
nudzi się jej. Postanowiła zatem zagaić do nas aby ową nudę zabić. Pyta o to o
czym tak intensywnie rozmawiamy. Mówimy zatem caluteńką prawdę. Rzecz jasna zostajemy z marszu skierowani do
hostelu. Potem grono rozmówców zaczyna
się powiększać. Jakiś młody mężczyzna zdradza nam, że jeśli pójdziemy bokiem
torów kolejowych i zejdziemy na starą ich część to trafimy na tunel, w którym stoi stary, odkryty wagon. Twierdzi, że miejsce powinno osłonić nas od wiatru.
Dopytujemy jeszcze o szczegóły i idziemy na zwiad.
