Pokazywanie postów oznaczonych etykietą de13. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą de13. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 sierpnia 2013

Magdeburg, Frakfurt i Karlsruhe

Opozniony wyjazd z Berlina.

Mielismy wyjechac z Berlina we wtorek. W planie bylo wstanie tego dnia o 6 rano i wyjechanie maksymalnie o 7, ale o godzinie dwunastej w nocy Michal stwierdzil, ze wcale nie ma ochoty nas od siebie wypuszczac i bardzo chetnie przeszedlby sie na dworzec ZOO noca, a my... doszlismy do wniosku ze to bardzo ciekawy pomysl. Tak wiec poszlismy. Ciagle z twardym zalozeniem ze wyjedziemy z Berlina we wtorek, tylko troszke pozniej.

Dworzec ZOO w nocy jest jeszcze bardziej przerazajacy niz za dnia. Mysle, ze spokojnie mozna powiedziec, ze to najsmutniejsze miejsce w calym Berlinie. Ludzie nocujacy na ulicy w polaczeniu z przechadzajaca sie ulicami policja. Kilka osob ledwie trzymajacych sie scian, automat na strzykawki i brudne igly lezace na ulicy, plamy krwi i biegajace szczury. I wszedzie smierdzi szczynami. Wszedzie. Park nieopodal z reszta duzo ciekawszym miejscem nie jest. Mniej oswietlony wiec ludzie spiacy w krzakach niejednokrotnie wygladali jakby od dawna nie zyli. W najwiekszym skrocie - przechadzka noca po starym cmentarzu chyba bylaby duzo bardziej przyjemna, a moze nawet romantyczna.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Berlin - miasto kontrastow

Droga ze Srody Slaskiej do Berlina nie nalezala do ciezkich. Praktycznie po pieciu minutach od wyciagniecia kciuka siedzielismy juz w ciezarowce i jechalismy do Lubina. W Lubinie zlapalismy pana do Miedzyrzecza - to byl jeden z tych mniej rozmownych kierowcow. W Miedzyrzeczu spotkalismy sie z tata Adasia, zaopatrzylismy sie w gaz pieprzowy i kupilismy skarpetki bo wczesniej oczywiscie zapomnielismy o tym.
Zjedlismy lody i znow na wylotowke. Byl potezny korek do samej Skwierzyny wiec siedemnascie kilometrow pokonywalismy najmniej godzine. Naszym kierowca byla kobieta ktora za czasow studenckich rozwniez podrozowala autostopem. W dodatku po krajach, ktore w najblizszym czasie odwiedzimy, wiec wlaczylo mi sie wyciaganie od niej wszystkich informacji z tym zwiazanych. Na cale szczescie wszystko co uslyszalam zachecilo do podrozy jeszcze bardziej.

- Jej... jak ja wam zazrdoszcze. Zawsze chcialam pojechac do Maroko.
- Wiec jaki problem? Jedz!
- A zebyscie wiedzieli ze pojade!

Dostalismy od niej po malej kawie kiedy wysiadalismy i po chwili zastanowienia doszlismy do wnisku ze to idealne miejsce na sniadanie. 
A potem najedzeni ruszylismy dalej i niecala godzine pozniej przekroczylismy polsko-niemiecka granice. Napisalismy Michalowi, u ktorego mielismy spac, ze bedziemy okolo godziny 17, ale dluzsza chwila przestoju wlasnie przy granicy sprawila, ze zaczelismy myslec, ze sie nie wyrobimy. Az tu nagle bach! I zatrzymuje sie samochod na berlinskich blachach - polak. Mowi ze wybral sie na wycieczke bo mial dosc siedzenia w domu, a my na to, ze bardzo sie z tego powodu cieszymy. Poprosil o wbicie adresu, pod ktory chcemy sie dostac w nawigacje i tym samym o 17 bylismy pod blokiem Michala. Wykapalismy sie i opilismy fanta, a potem nasz gospodarz zapytal:
 - Interesuje was ta komercyjna czesc miasta czy co?
- To tez, ale przede wszystkim chcemy zobaczyc Berlin od tej bardziej zyciowej strony.
- No to wam pokaze, dzisiaj jest impreza, na ktorej zdarza mi sie grywac wiec spokojnie moge was tam zabrac. Ale najpierw pojdziemy sie zintegrowac z murzynami w parku.