Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mentalność Ukraińców. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mentalność Ukraińców. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 września 2014

Incydent w Ukraińskim Barze

Było nas stać tylko na jedną kawę. Tylko tyle mieliśmy gotówki. Zamówiliśmy więc i usiedliśmy do
rozklekotanego stolika. W tym czasie do baru wszedł mężczyzna w średnim wieku. Zdawał się być z lekka rozdrażniony, ale w żadnym wypadku nie przejawiał agresji. Podszedł do baru, położył zdecydowanym ruchem ręce na nim i wymamrotał coś do właścicielki interesu. Ta jedynie skinęła głową. Postawiła na blacie dwie szklanki. Obie standardowych rozmiarów - 250 ml. Następnie chwyciła za wódkę i zaczęła wypełniać jedno z dwóch naczyń. Myśleliśmy, że skończy mniej więcej wtedy kiedy w szklance będzie jakieś 100 ml, ale nie - lała do pełna.

Druga szklaneczka przeznaczona była na sok pomidorowy. Jego jednak nie trzeba było nalewać zbyt wiele. Połowa objętości naczynia była wystarczająca.

Klient nadal o czymś mamrocze, a kobieta za barem podtrzymuje dialog pomiędzy nimi. W trakcie jego trwania podnosi szklankę z wódką i zaczyna pić...

...i pije.
...i pije...
...i nadal pije...
...i wypił całą zawartość!

poniedziałek, 8 września 2014

Lwów

Marszrutka dowozi nas do centrum Lwowa. Nie jest to jednak zwyczajny przejazd. Pojazd jest wypełniony
ludźmi po brzegi i kosztuje jedną hrywnę. We Wrocławiu czy innych polskich miastach mało kto tłukłby się w takim tłumie do kierowcy żeby kupić bilet. Na Ukrainie sprawa ma się tak, że ludzie podają sobie pieniądze, które lądują u kierowcy, a ten podaje bilety, które lądują u każdej jadącej osoby. Byliśmy w szoku. Przecież nie było kontroli, a nawet jeśli by była to nie zdołałaby sprawdzić wszystkich. Zapłaciliśmy, nawet nie staraliśmy się tego nie zrobić. Wszyscy tak postąpili więc... chyba by nie wypadało się wyłamywać.

Historia Lwowa jest na tyle bogata, że chcąc ją opisać tutaj przypominałoby to bardziej wpis rodem z
encyklopedii aniżeli przyjemny do poczytania post na blogu.

W okresie I wojny światowej miasto kilkakrotnie zmieniało swoich właścicieli. A gdy wojna chyliła się ku końcowi doszło do poważnego konfliktu pomiędzy ludnością polską, a ukraińską.

piątek, 5 września 2014

Tu gdzie droga się kończy

Całą noc dygocemy z zimna. Ogrzewanie w tamtym miejscu było jedynie naszym marzeniem, które nigdy się
nie spełniło. Podobnie było z ciepłą wodą pod prysznicem. Bojler chodził co prawda całą noc, a wcześniej cały wieczór, ale woda nabrała temperatury jedynie na tyle żeby nie strach było umyć sobie plecy. Gorący, rozgrzewający prysznic był jedynie tym, o czym mogliśmy sobie pomarzyć.



Na szczęście przy pomocy koców, które
pozbieraliśmy z łóżek dookoła udało nam się nie zamarznąć. Ubieramy się, pakujemy drobiazgi, których nie spakowaliśmy wcześniej i wychodzimy zostawiając klucz do pokoju w drzwiach zgodnie z poleceniem właściciela dobytku. Kierujemy się do Lwowa. Jednak przed wyjściem na wylotówkę postanawiamy coś przegryźć. Wchodzimy do maleńkiego sklepiku z kratami w oknach. Na wywieszce przed nim przeczytaliśmy coś o wielkich bagietkach na ciepło za dziesięć hrywien. To około 2 zł i 50 gr w przeliczeniu na złotówki. Zamawiamy dwie bułki i czekamy aż zagrzeją się w mikrofalówce. Wtedy w lodówce zauważamy butelkę pepsi-coli! Nie coca-coli i nie pepsi! Pepsi-cola z etykietą pisaną cyrylicą. Kosztowała grosze, a my nie mogliśmy się opanować. Odebraliśmy wielgachne bagietki i podaliśmy napój sprzedawcy. Zaczęliśmy liczyć kopiejki, które nam zostały, a wtedy gość krzyknął z entuzjazmem:

- Ja Wam podaruje! Przecież nie zbiednieje!

Butelka po tym napoju do dziś ozdabia jedną z półek z pamiątkami w moim pokoju. Podziękowaliśmy, zjedliśmy i napiliśmy się, a następnie ruszyliśmy w kierunku Lwowa.

Mukaczewo nie jest małą mieściną, ale swoim wyglądem nie przypomina miasta. Ulice przyozdobione są w rozpadające się niekiedy chaty, a podwórka zasłaniają płoty wykonane ze wszystkiego. W połowie z siatki, a w drugiej połowie z jakiegoś innego - zupełnie nie pasującego na materiał na płot - materiału. Ulice nie są nawet z "kocich łbów". O asfalcie można zapomnieć. Piach i błoto.