Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autostopem do Lwowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autostopem do Lwowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 września 2014

Cmentarz Łyczakowski we Lwowie

Kolejnym punktem we Lwowie, który chcieliśmy odwiedzić był Cmentarz Łyczakowski. Jest on najstarszym
cmentarzem w mieście. Na jego istnienie składa się kilka niewielkich wzniesień oraz stare, ogromne drzewa, które nie przypadkowo tworzą długie aleje. Spoczywa tam wielu wielkich ludzi Polski oraz Ukrainy. Politycy, naukowcy, poeci. Sama śmietanka towarzyska. Miejsce jest bardzo zabytkowe. Niektóre grobowce to istne dzieła sztuki. My jednak skupiliśmy się głównie na osobnej części Łyczakowskiego - Cmentarzu Obrońców Lwowa. Tak się go nazywa, ale bardziej znany jest pod postacią Cmentarza Orląt. Prawie trzy tysiące mogił tych, którzy padli w obronie Lwowa (1918-1920). Głównie studenci, uczniowie. Zaryzykowałabym nawet
powiedzenie, że wielu żołnierzy spoczywających w tym miejscu - to dzieci.

czwartek, 11 września 2014

Kryjivka

Ranek należał do tych przyjemnych. Byliśmy wyspani, a na dole czekało na nas porządne śniadanie. Do
wyboru i koloru! Bekon, jajka, warzywa na parze, naleśniki i inne pyszności w ilości nieograniczonej. Do tego kawa i trzy rodzaje soku. Innymi słowy raj dla wygłodzonych autostopowiczów.

Koniec tej wspaniałej historii jest niestety taki, że znów zjedliśmy więcej niż powinniśmy. Co najmniej tak jakby ktoś nam miał to zaraz zabrać i nigdy nie oddać. Bycie łapczywymi za skutkowało jedynie tym, że mieliśmy znaczne problemy z poruszaniem się, a nasze brzuchy pękały w szwach.

Naszym celem tego dnia była dość znana lwowska restauracja. Zwie się ona Kryjivka i jak sama nazwa zdradza - znajduje się ona w ukryciu. A przynajmniej takie wrażenie ma sprawiać. Jak już pisałam - miejsce to jest dość popularnym wśród turystów więc nie ma żadnych problemów ze zlokalizowaniem jej w internecie. Znaleźliśmy więc adres i ruszyliśmy do centrum by zobaczyć to...dość kontrowersyjne miejsce.

Jak ograniczyć koszta połączeń na Ukrainie?

Nie powiem Wam gdzie tanio spać we Lwowie. Nie spaliśmy zbyt tanio. W tym samym czasie kiedy
zjechaliśmy do Lwowa my, był tam również ojciec żeńskiej części naszej załogi. Razem z moją babcią przyjechali do Lwowa, ale głównym ich celem była wieś leżąca w pobliżu, w której na świat przyszła moja babcia. Dziś ma ponad siedemdziesiąt lat, a rok temu była tam po raz pierwszy. Oczywiście w sensie możliwości zapamiętania czegokolwiek.


Mojemu ojcu bardzo zależało na tym, żeby
zobaczyć się z nami. Nie dziwne, przecież od kilku miesięcy mieliśmy bardzo szczątkowy kontakt. Miałam drobny plan w związku z rodziną we Lwowie. Musieli przyjechać tutaj samochodem, więc uknułam plan dotyczący naszego noclegu. W samochodzie bowiem jeszcze nie spaliśmy nigdy! Nie skupiliśmy się więc zupełnie na szukaniu lokum. Poza lokum mojego ojca oczywiście.

piątek, 5 września 2014

Tu gdzie droga się kończy

Całą noc dygocemy z zimna. Ogrzewanie w tamtym miejscu było jedynie naszym marzeniem, które nigdy się
nie spełniło. Podobnie było z ciepłą wodą pod prysznicem. Bojler chodził co prawda całą noc, a wcześniej cały wieczór, ale woda nabrała temperatury jedynie na tyle żeby nie strach było umyć sobie plecy. Gorący, rozgrzewający prysznic był jedynie tym, o czym mogliśmy sobie pomarzyć.



Na szczęście przy pomocy koców, które
pozbieraliśmy z łóżek dookoła udało nam się nie zamarznąć. Ubieramy się, pakujemy drobiazgi, których nie spakowaliśmy wcześniej i wychodzimy zostawiając klucz do pokoju w drzwiach zgodnie z poleceniem właściciela dobytku. Kierujemy się do Lwowa. Jednak przed wyjściem na wylotówkę postanawiamy coś przegryźć. Wchodzimy do maleńkiego sklepiku z kratami w oknach. Na wywieszce przed nim przeczytaliśmy coś o wielkich bagietkach na ciepło za dziesięć hrywien. To około 2 zł i 50 gr w przeliczeniu na złotówki. Zamawiamy dwie bułki i czekamy aż zagrzeją się w mikrofalówce. Wtedy w lodówce zauważamy butelkę pepsi-coli! Nie coca-coli i nie pepsi! Pepsi-cola z etykietą pisaną cyrylicą. Kosztowała grosze, a my nie mogliśmy się opanować. Odebraliśmy wielgachne bagietki i podaliśmy napój sprzedawcy. Zaczęliśmy liczyć kopiejki, które nam zostały, a wtedy gość krzyknął z entuzjazmem:

- Ja Wam podaruje! Przecież nie zbiednieje!

Butelka po tym napoju do dziś ozdabia jedną z półek z pamiątkami w moim pokoju. Podziękowaliśmy, zjedliśmy i napiliśmy się, a następnie ruszyliśmy w kierunku Lwowa.

Mukaczewo nie jest małą mieściną, ale swoim wyglądem nie przypomina miasta. Ulice przyozdobione są w rozpadające się niekiedy chaty, a podwórka zasłaniają płoty wykonane ze wszystkiego. W połowie z siatki, a w drugiej połowie z jakiegoś innego - zupełnie nie pasującego na materiał na płot - materiału. Ulice nie są nawet z "kocich łbów". O asfalcie można zapomnieć. Piach i błoto.