Trzeciego dnia prób dojechania do Chorwacji wysadzono nas w miasteczku Koflach bodajże, kilka
kilometrów za Graz w Austrii. Postanowiliśmy, że będziemy jechać całą
noc żeby nadrobić czas. No i generalnie takie numery w Polsce
przechodzą, prędzej czy później ktoś się w końcu zatrzyma, a tam...
miasto taksówek. Tylko taksówki zasuwały w te i w tamte. Było późno więc
po dwóch godzinach nieudolnych prób zatrzymania czegokolwiek
zrezygnowaliśmy i zaczęliśmy się rozglądać za jakąś tanią noclegownia.
Niestety - też nieudolnie. I kiedy powiedziałam do mojej drugiej połówki
"Kochanie, gorzej być chyba nie może...jest zimno (no bo to Alpy),
dochodzi północ, nie mamy gdzie spać i nawet nic do jedzenia..." w trzy
sekundy później spadła taka ulewa, jak na amerykańskich filmach. Wieki
takiego deszczu nie widziałam! Rozejrzeliśmy się dookoła i w oczy rzucił
nam się stojący nieopodal salon Toyoty, który miał ZADASZENIE! Szybko
pobiegliśmy tam żeby schronić się przed deszczem i tak przesiedzieliśmy
tam aż do świtu żeby dalej łapać. Do tej pory nie rozumiem dlaczego
przykryłam się karimatą, mając dwa śpiwory w plecaku no, ale... cóż.
Wtedy właśnie doszliśmy do wniosku, że jeśli kiedyś będziemy mieli
samochód to nigdy nie będzie to Toyota ;)
Przez całą noc Adaś nie wiem po jakiego czorta jadł tabletki be-power przywleczone jeszcze z biedronki w Polsce, a ja trochę próbowałam spać. Ciężkie to były próby uśnięcia bo co rusz budził mnie jakiś pijany Austriak, który wracał z baru tuż nieopodal naszej "noclegowni".

Po nieprzespanej i zimnej nocy spędzonej po salonem Toyoty, kiedy tylko
zaczęło świtać zebraliśmy się by iść na wylotówkę. Z nadzieją, że kiedy
zrobi się jasno taksówkarze pójdą do domu odespać nockę i zacznie się
normalny ruch. Ruch to podstawa, nawet jeśli kwitniesz w jednym miejscu
trzy godziny to przynajmniej coś jedzie i można mieć przynajmniej jakąś
drobną nadzieje na to, że w końcu nadjedzie nasz kierowca. Natomiast
jeśli nie dość, że prawie nic nie jedzie, a nadjeżdżające auto słyszysz
piętnaście minut wcześniej, a ono i tak Cię mija bez wzruszenia... wtedy
bywa to dosyć demotywujące. I dokładnie tak było tym razem. Mgła na
drodze była tak gęsta, że chwilami własnych stóp nie widziałam. Byliśmy w
jednym miejscu 2h, minęło nas góra pięć samochodów i nadal tam
staliśmy. Zapaliliśmy papierosa i widzimy samochód.