Byliśmy przemarznięci na kość. To co najciekawsze w muzeum znajduje się na zewnątrz. Byliśmy w tym miejscu w styczniu, a to oznaczać może tylko jedno... Pogoda wcale nas nie rozpieszczała!
które wtedy panowały na dworze było dla nas niczym siedemdziesiąt stopni na minusie. Dygotaliśmy więc i narzekaliśmy bez kresu. Na domiar złego wplątaliśmy się w bardzo malutkie krajowe drogi (a może nawet dróżki), po których nie jeździło absolutnie nic!
Cóż jednak mogliśmy zrobić? No nic. Poszliśmy więc przed siebie żywiąc wielką nadzieję na spotkanie jakiegoś zbłąkanego kierowcy, który zdecydowałby się nas zabrać.
Szliśmy.
I szliśmy....
A potem....
...szliśmy dalej.