Choć na początku środek pustkowia w pobliżu Zumai nie przypadł nam do gustu (ze względu na zimno, porywisty wiatr i wszystko to co rozczarowało nas w Hiszpanii) po wyspaniu się i wyjściu z namiotu to co zobaczyliśmy wprawiło nas w totalny zachwyt. W przeciwieństwie do do poprzedniego dnia niebo miało
piękny szaro-niebieski kolor, wiatr ustał, a dookoła siebie mieliśmy tylko przyrodę. Mnóstwo zwierząt hodowlanych, gór, pól... Od czasu do czasu pojawiali się rowerzyści albo wędrowcy. Poza tym nie było nikogo.
W planach mieliśmy opuszczenie tego miejsca zaraz po świcie, ale po obudzeniu się poważnie zaczęliśmy się zastanawiać nad zabawieniem tu jeszcze jednej nocy. Jednogłośnie zadecydowaliśmy, że tak właśnie zrobimy, ale tak czy owak musimy spakować co nasze i zejść do miasta po jedzenie, wodę...
Zaczęliśmy się więc pakować i w momencie kiedy zwijałam karimaty podjechał samochód i wysiadła kobieta wyglądająca jak ktoś z ochrony. Nieudolnie próbowała się z nami dogadać na temat tego co my tu robimy i dlaczego i starając się wyjaśnić nam, że w Hiszpanii na dziko rozbijać się nie wolno. Graliśmy głupa oczywiście i udawaliśmy, że nie mamy pojęcia o czym mówi.
Kobieta w końcu rozłożyła ręce i powiedziała:
- Tienda (rękoma nakreśla trójkątny kształt namiotu) Dia no! Noche OK!
I tak oto dowiedzieliśmy się, że Hiszpanie problemów za rozbijanie namiotu w nieprzeznaczonych do tego miejscach nie robią jeśli to jest noc. Możesz się rozbić byle przed wschodem słońca swój obóz zwinąć.