Pokazywanie postów oznaczonych etykietą and13. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą and13. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 sierpnia 2014

Wszystko w Miniaturze

Andora była najmniejszym państwem jakie odwiedziliśmy podczas naszej podróży. Nie oczekiwaliśmy od niej zbyt wiele. Jeśli mieliśmy na coś nadzieje to były to piękne górskie krajobrazy. Poza tym byliśmy całkowicie przygotowani na zderzenie z panującą w  niej komercją i kręceniu biznesu na wszystkim. 

Pierwszą osobą, która pokazała nam, że nie należy oceniać książki po okładce był ksiądz, którego opisywałam w poprzednim poście. Sant Julia de Loria rzeczywiście składała się głównie z restauracji, hoteli i sklepów znanych projektantów, ale bez względu na to panowała tam niesamowita atmosfera. Katalończycy zamieszkujący Andorę to wyjątkowo przyjazny naród. Praktycznie każdy z nich traktował nas jak swego, a nawet jeśli zdarzyły się jakieś odstępstwa od tego... Powszechnie wiadomo, że wyjątek jedynie potwierdza regułę.

Miasto można przejść wzdłuż w jakieś 20 minut, nauka poruszania się po nim nie trwa więc dłużej niż ten właśnie okres czasu. Sant Julia de Loria było pierwszym „większym” miastem na naszej drodze, w którym znalezienie wylotówki nie stanowiło żadnego problemu.

Na chodzenie po górach nie byliśmy przygotowani, więc jedynie wdrapaliśmy się w ramach spaceru na jeden z wielu punktów widokowych aby obejrzeć miasteczko z góry.  Taki widok jest lekarstwem na każdą depresję, widząc coś tak cudnego po prostu nie można się smucić.

Miasteczko nie ma wybitnie ciekawej historii, nie ma też najciekawszych zabytków, ale ma w sobie to „coś”. Trzeba tam być aby odczuć klimat tego miejsca. Poczuć się jak w miniaturowym kraju, w miniaturowej  metropolii i od czasu do czasu jak na planie amerykańskiego filmu o Bożym Narodzeniu. Naprawdę – gorąco polecam wybranie się na wakacje czy podczas urlopu właśnie tam.

piątek, 1 sierpnia 2014

Cud w Pirenejskiej Dolinie

Wjeżdżamy do „Kraju Pokrytego Zaroślami” – tak podobno początkowo nazywano Andorę. Rzecz jasna jest to jedynie jedna z wariacji na temat tego skąd dokładnie wywodzi się nazwa kraju.

Lubicie legendy? Ja je po prostu uwielbiam! Jedna z nich opowiada o Rzymianinie, który ujrzawszy piękno tej pirenejskiej doliny przyrównał je do terytorium leżącego pomiędzy górą Hermon, a Tabor w Palestynie. Ów Rzymianin zwał się Ludwik Pobożny więc nie dziwi Was chyba fakt, że piękne widoki od razu przywołały mu do pamięci Ziemię Świętą? Wtedy nadał nazwę temu miejscu – Endor.

Inna z legend niejako uzupełnia się z tą bo wciąż ma dużo wspólnego z Chrześcijaństwem.  Otóż zakłada ona, że  nazwa ta ma wiele wspólnego ze starotestamentowym miastem Endor, w którym to miejscowa wiedźma wywołała na polecenie Saula ducha nieżyjącego Samuela <1 Samuel 28;7>. Rozpowszechnienie tej nazwy w tym wypadku przypisuje się Arabom, nazywanym wtedy Saracenami, którzy znaleźli schronienie w górach otulających Andorę gdy uciekali na północ.

czwartek, 31 lipca 2014

Hiszpania - wcale nie upalna i nie gorąca

Wstajemy około 6.00. Na dworze jest jeszcze całkiem ciemno. Pakujemy śpiwory i karimaty, a następnie podejmujemy pierwszą próbę wyjścia na zewnątrz. Rzecz jasna wciąż jesteśmy w krótkich spodenkach. Nie mieliśmy nigdzie możliwości przeprania się. Ktoś z Was zapewne zasugeruje mi, że mogliśmy przebrać się w banku. Nie było tak. O ile mogliśmy spać bezustannie nagrywani przez kamery, o tyle paradować przed nimi w majtkach nie mieliśmy ochoty.

Z pierwszym krokiem postawionym poza budynek zaczęliśmy zamarzać. I to tak konkretnie. Nie wydaje mi się by temperatura wtedy przekraczała 5 stopni.
Naszym celem jest Andora. „Stopa” zaczynamy łapać jeszcze po ciemku, więc w odpowiedzi dostajemy głownie stukanie się po głowach kierowców.  Wreszcie jednak jakiś samochód zjeżdża na pobocze. Kierowca  wywozi nas na główny wylot do Sant Julià de Lòria.
Kolejne pół godziny siniejemy z zimna przy wjeździe na autostradę. Wciąż nie widać pierwszych promieni słońca, co jest dodatkowym utrudnieniem w kwestii złapania czegokolwiek.
Zatrzymuję się przesympatyczny dziadek. Mówi jedynie po hiszpańsku, ale nie przeszkadza to w niczym. Gestykuluje w taki sposób, że nawet gdyby mówił po chińsku nie było większego problemu z zrozumieniem go.