Z Aną i Rafaelem dojeżdżamy w okolice Grandoli. Zaczyna robić się już szarawo więc najwyższy czas na poszukiwanie miejsca do spania. Ana wspominała, że w pobliżu miasta Sines jest zarówno wiele pól namiotowych jak i miejsc gdzie możemy rozbić się na dziko. To niedaleko, nie zupełnie po naszej trasie, ale co tam! Przecież mamy czas! Wyciągamy więc kciuki i staramy się złapać stopa. Niedługo potem zatrzymuje się samochód. Gość chciał jedynie zapytać o numer drogi, ale w efekcie końcowym nas zabrał. Dziewczyna, która mu towarzyszyła nie wydawała się być zadowolona z naszej obecności. Zapytano nas skąd jesteśmy, a gdy już odpowiedzieliśmy, że z Polski nasz kierowca powiedział:
- Dwie kawy i dwa piwa! Hotel dwie osoby! - PO POLSKU!