Jak we wcześniejszym wpisie wspomniałam, chcieliśmy jak najszybciej wydostać się z Portugalii. Była pełną ciekawych historii, niezwykłych postaci i krajobrazów, jednak nie czuliśmy się komfortowo w tym państwie. Tak więc zaraz po opuszczeniu ganja-samochodu zaczęliśmy łapać dalej. Długie godziny spędziliśmy w pełnym i upalnym słońcu. Chwilami miałam wrażenie, że tego dnia prędzej ugotuje mi się mózg niż coś się zatrzyma. Spieczeni, zirytowani i zmęczeni wypatrzyliśmy w oddali ALDIego. Pragnęliśmy się napić zimnego piwa. Im zimniejsze tym lepsze. Byle by się odrobinę rozluźnić i ochłodzić. A że owy supermarket był siecią niemiecką mieliśmy nadzieję na normalne piwo w półlitrowej butelce.
Mogłabym spędzić godziny opisując cud klimatyzacji panujący wewnątrz sklepu. Chłód ten był dla nas niczym kawałek raju na ziemi. Minęliśmy w środku młodą blondynkę, bardzo ładną - a na ogół uroda portugalskich dziewczyn nas nie zachwycała. Wyraziłam ten pogląd, a Adaś z równym mojemu zdziwieniem go potwierdził.
Rozerwaliśmy sześciopak półlitrowego piwa i niosąc wspaniałe dwa zimne okazy ruszyliśmy do kasy. Ale tam czekało nas ogromne rozczarowanie. Można było je kupić TYLKO w sześciopaku - a aż tak to się rozluźniać nie chcieliśmy. Ze smutkiem odłożyliśmy butelki i zaczęliśmy przebierać w piwach w puszkach jak od coca-coli - 0,33l. Adaś na sekundę odszedł, a ja krzyknęłam do niego, że znalazłam jakieś chyba jasne piwo za ileś tam centów. I wtedy za swoimi plecami, a za raczej ogromnym plecakiem usłyszałam:
- Pomóc wam jakoś czy coś? Może podwózki potrzebujecie?
Zdębiałam. Choć nie wiem dlaczego, wszak nie był to pierwszy Polak, którego spotkaliśmy po drodze. Rozpoczęłam rozmowę, zaraz potem podszedł Adaś i...
...wcześniej opisana ładna Portugalka, która okazała się być Polką.
