Pokazywanie postów oznaczonych etykietą esp13_2. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą esp13_2. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 stycznia 2014

Ostatnia noc w Europie

Piękny zachód słońca w przeddzień wypłynięcia do Maroko.
Kiedy wstaliśmy okazało się, że budziki były bezradne wobec naszego zmęczenia i zaspaliśmy jakieś dwie godziny. Camping nie należał do miejsc dzikich i wymagał zapłaty. Problem był tylko taki, że jeśli nie wywiążemy się z płatnością do godziny 11:00 automatycznie doliczane nam jest kolejne pół doby. A gdy wstaliśmy była już dziesiąta. W pośpiechu spakowaliśmy się. Kolejny problem - nie mamy przy sobie gotówki, a płatność kartą odpada, do najbliższego bankomatu jest spory kawałek drogi. Umawiamy się, że zostanę z plecakami, a Adaś bez obciążenia szybko pobiegnie po pieniądze. 

Ale nie wracał już od prawie godziny. Pora podwyższenia stawki była bliska chwili gdy wzrośnie. A ja z powodu brudnych rąk - nawet nie mogłam poobgryzać sobie paznokci ku rozładowaniu stresu. Dzwonię jeden raz, drugi... nic. W końcu widzę, że biegnie i dosłownie w ostatniej minucie wbiega do niemiłego właściciela pola namiotowego. Ten ze złością przyjmuje należyte pieniądze, ze złością, bo zdawał się liczyć na naszą pomyłkę. 
- Wszystko zajęło tak dużo czasu, bo bankomat nie chciał mi wydać pieniędzy - tłumaczy Adaś. - Wszystko przebiegło jak powinno, ale na końcu nie dostałem ani forsy, ani potwierdzenia wypłaty i musiałem iść do banku i udając, że rozumiem po hiszpańsku dowiedzieć się co się stało. Rzecz jasna - nikt nie potrafił mi pomóc! 

Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. 

czwartek, 23 stycznia 2014

Hiszpańskie piekło

Jak we wcześniejszym wpisie wspomniałam, chcieliśmy jak najszybciej wydostać się z Portugalii. Była pełną ciekawych historii, niezwykłych postaci i krajobrazów, jednak nie czuliśmy się komfortowo w tym państwie. Tak więc zaraz po opuszczeniu ganja-samochodu zaczęliśmy łapać dalej. Długie godziny spędziliśmy w pełnym i upalnym słońcu. Chwilami miałam wrażenie, że tego dnia prędzej ugotuje mi się mózg niż coś się zatrzyma. Spieczeni, zirytowani i zmęczeni wypatrzyliśmy w oddali ALDIego. Pragnęliśmy się napić zimnego piwa. Im zimniejsze tym lepsze. Byle by się odrobinę rozluźnić i ochłodzić. A że owy supermarket był siecią niemiecką mieliśmy nadzieję na normalne piwo w półlitrowej butelce. 

Mogłabym spędzić godziny opisując cud klimatyzacji panujący wewnątrz sklepu. Chłód ten był dla nas niczym kawałek raju na ziemi. Minęliśmy w środku młodą blondynkę, bardzo ładną - a na ogół uroda portugalskich dziewczyn nas nie zachwycała. Wyraziłam ten pogląd, a Adaś z równym mojemu zdziwieniem go potwierdził. 

Rozerwaliśmy sześciopak półlitrowego piwa i niosąc wspaniałe dwa zimne okazy ruszyliśmy do kasy. Ale tam czekało nas ogromne rozczarowanie. Można było je kupić TYLKO w sześciopaku - a aż tak to się rozluźniać nie chcieliśmy. Ze smutkiem odłożyliśmy butelki i zaczęliśmy przebierać w piwach w puszkach jak od coca-coli - 0,33l. Adaś na sekundę odszedł, a ja krzyknęłam do niego, że znalazłam jakieś chyba jasne piwo za ileś tam centów. I wtedy za swoimi plecami, a za raczej ogromnym plecakiem usłyszałam:

- Pomóc wam jakoś czy coś? Może podwózki potrzebujecie?

Zdębiałam. Choć nie wiem dlaczego, wszak nie był to pierwszy Polak, którego spotkaliśmy po drodze. Rozpoczęłam rozmowę, zaraz potem podszedł Adaś i...
...wcześniej opisana ładna Portugalka, która okazała się być Polką.