Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Santarem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Santarem. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Podróż pełna wrażeń

- Zawsze chciałem podróżować, a autostop wydawał mi się jedną z najfajniejszych tego form. Jednak mi
osobiście brakuje do tego zarówno odwagi jak i osoby, z którą mógłbym to robić. Dlatego właśnie się dla was zatrzymałem - bo wy macie i jedno i drugie. - powiedział Jose.

Potem kontynuował o tym, że właśnie wraca do domu po własnej podróży. Przejechał dookoła prawie całą Portugalię świętując w ten sposób swoje świeżo zrobione prawo jazdy. W trasie spędził niecałe trzy tygodnie, potem kilka dni był w domu rodzinnym w Porto, a teraz jechał do Santarem gdzie pracuje. Jose jest psychoterapeutą i fizjoterapeutą, zajmuje się pomaganiem ludziom po wypadkach. Raczej nie z pogoni za pieniądzem, a ze zwykłego powołania. Początkowo mamy razem przejechać kilkadziesiąt kilometrów i wysiąść w Coimbra - akademickiej stolicy Portugalii, jednak gdy okazuję się, że nasz kierowca jedzie o wiele dalej decydujemy się jechać z nim - choć nie zupełnie zgodnie ze swoimi wcześniejszymi założeniami.
Jose nie należy do osób, które lubią milczeć. No cóż... skoro już nas ze sobą zabrał to chciał z nam mieć jakiś drobny pożytek. Adaś ze względu na swój bardzo dobry angielski zmuszony był nie tylko prowadzić konwersacje, ale i w wielu momentach musiał tłumaczyć mi rozmowę - jako, że moja angielszczyzna pozostawia wiele do życzenia. Tak więc najpierw odpowiedzieliśmy na stos pytań dotyczących naszej podróży, a potem rozmowy dotyczyły już prawie wszystkiego, a i droga okazała się być troszeczkę dłuższa...
A było to tak...

sobota, 28 grudnia 2013

Portugalskie opowieści

W Rates zregenerowaliśmy siły i po dwóch dniach odpoczynku na portugalskiej wsi ruszyliśmy przed siebie. Co najważniejsze - bogatsi o mapę, którą dostaliśmy od właścicielki schroniska. Kierowaliśmy się w stronę Porto, ale żadną konkretną trasą. Tego dnia nastał czas w naszej podróży gdy zaczęliśmy spotykać prawdziwie dziwnych ludzi, dostawać dziwne rady i propozycje, a i jedno z naszych marzeń się spełniło...
A było to tak...



Zaczęło się od mężczyzny, który nas podwoził i z niewiadomych przyczyn zaprosił na kawę. To była pracująca niedziela w Portugalii, a kawa ta nie miała żadnego związku z kawiarnią. Zostaliśmy wprowadzeni wejściem pracowniczym do wielkiego sklepu meblowego, usadzeni w fotelach jak wielcy panowie i kolejno przedstawiani całemu personelowi. Szef wybitnie się nami zainteresował i przez kolejną godzinę prowadził z nami konwersację na temat podróży. Dostaliśmy obiecaną kawę - tycie espresso. Ale jeszcze nic nigdy nie dało nam takiego kopa. Kawa była tak skondensowana, że zadziałała jak dziesięć kaw wypitych jedna po drugiej. 

Potem wszyscy uparli się aby odwieźć nas na wylotówkę. Mimo, że odległość ta nie była większa od pół kilometra. Jednak odmówienie czegoś Portugalczykom jest podobnie trudne jak odmówienie swojej babci jedzenia, a może nawet jest niemożliwe? Dostaliśmy też dwie butelki wody mineralnej.