Hala
przeładowana była workami z czymś w rodzaju mąki - gdzie każda służyła
do innego rodzaju wypieków. Na zdjęciach na workach były harsha i inne
"chlebo-podobne" marokańskie przysmaki. Jeśli chodzi o napoje - to był
raj. Woda mineralna tańsza niż gdziekolwiek indziej ponieważ pozbawiona
"podatku od gadaniny", od coca-coli i innych napojów gazowanych półki
się uginały. My rzuciliśmy się na Hawai - napój gazowany o smaku
multiwitaminy, który widzieliśmy jedynie w Maroko, a który jest
przepyszny!
List
       
Strona Główna  .
Wyprawy  .
O Nas  .
Kontakt i współpraca  .
Projekty Podróżnicze  .
Lifestyle  .
Sponsorzy i Patronaci
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą coca-cola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą coca-cola. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 3 kwietnia 2014
Dzieciaki z Settat
Etykiety:
alkohol,
Allah,
arab,
arabski,
autostop,
carrefour,
coca-cola,
dirham,
mar13,
Marocco,
marokańczyk,
Maroko,
medina,
piwo,
podróżowanie,
settat
Lokalizacja:
Sattat, Maroko
niedziela, 9 lutego 2014
Maroko inaczej
Po zjedzeniu wspomnianego śniadania grzecznie podziękowaliśmy i pożegnaliśmy się. Od początku jazda autostopem po Maroko była pod wielkim znakiem zapytania. Mimo tego, że kraj ten jest mocno turystyczny i raczej nie słyszy się o żadnych tragediach związanych z podróżującymi po nim ludźmi nie chcieliśmy ryzykować do momentu gdy sami nie poczujemy się pewnie. Tak więc poszliśmy w kierunku stacji kolejowej sugerując się tym, że podobno ceny pociągów w tym państwie są śmiesznie niskie.
Stacja znajdowała się na obrzeżach miasteczka, dwa może trzy kilometry od centrum - czyli mediny - skąd szliśmy. Ta niespełna godzina marszu dała nam do zrozumienia, że kraj ten zaskoczy nas bardziej niż się tego spodziewaliśmy. Zdawaliśmy sobie sprawę, że piękne Maroko z przewodników turystycznych jest przekoloryzowane ze względu właśnie na zwiedzających. Wiedzieliśmy, że kraj nie należy do bogatych i że na pewno trafimy na biedniejsze dzielnice. Jednak nie sądziliśmy, że w miejscu leżącym tak blisko Europy i często przez Europejczyków odwiedzanym może panować tak bezgraniczny syf i smród. Plastik, który miejscami zastępował kostkę brukową, butelki po coca-coli i innych napojach z jej kampanii leżały dosłownie wszędzie. Papierki po batonach i szklane butelki nie chcąc być
gorsze oblepiały wybrzeże oceanu często kradnąc miejsce trawie. Woda w oceanie? Hah. Nie dawno ktoś mnie zapytał dlaczego nie chcieliśmy popluskać się w wielkiej wodzie od strony Afryki. Zaliczając taką możliwość do niezwykle egzotycznych (nie cierpię tego głupiego słowa) i niesamowitych przeżyć. Odpowiedź jest prosta. Bo jest tragicznie brudna. Tony śmieci z brzegu zabiera ze sobą woda. Kąpiel z opakowaniami po napojach gazowanych jeszcze bym przetrwała, ale ze zdechłymi rybami i resztami mięsa z obiadu naprawdę nie chciałabym mieć do czynienia. Nie wynika to z mojego pedantyzmu. Po prostu uważam, że łatwiej byłoby mi się doszorować po miesiącu BEZ wody niźli po minucie w TEJ wodzie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)