Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Allah. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Allah. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 maja 2014

Czy wszystko w porządku?

Mimo tego, że cała akcja z kawą rozeszła się po kościach i wszyscy w lokalu starali się zrobić wszystko aby
wyglądać tak jakby nic nigdy się nie wydarzyło wredny kelner, który odpowiedzialny był za całe zamieszanie spoglądał na nas z ogromną niechęcią. Gdy tylko zapłaciliśmy chcieliśmy się ewakuować jak najprędzej i wtedy Adaś zdjął aparat ze swojej szyi i zawiesił go na moją.

- On wygląda tak jakby zaraz miał mi roztrzaskać coś na głowie. Więc jakby co - to niech chociaż lustro w tym wszystkim nie ucierpi... - powiedział całkiem poważnie.

Całe szczęście, że skończyło się jedynie na obawach i kelner nie miał ochoty wyrównywać z nami rachunku. Po chwili od opuszczenia kawiarni znów zaczęliśmy błądzić ulicami miasta. Wtedy też dopada nas mężczyzna, którego imienia nie pamiętam za żadne skarby. Nie jest on przewodnikiem, a przynajmniej nie płatnym. Uważa, że zabłądziliśmy - co z resztą jest bliskie prawdy i postanawia nam pomóc dostać się na plac Hassana II. Zanim jednak dotarliśmy pod Pałac Królewski - musieliśmy odwiedzić sklepy jego przyjaciół i przede wszystkim - pracownie jego ojca. Były owszem próby namówienia nas do kupna kilku rzeczy, ale nikt nie naciskał i być może to wpłynęło na fakt, że weszliśmy w posiadanie jakiegoś olejku, który jest chyba najbardziej konkretną pamiątką jaką przywieźliśmy. Marokańczyk odprowadza nas w obiecane miejsce i po prostu znika.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Dzieciaki z Settat

W Settacie natknęliśmy się na pierwszy supermarket odkąd do Maroko przyjechaliśmy. Carrefour, o
którym mowa był najbardziej obleganym miejscem w mieście. Z nieopisaną radością ruszyliśmy w kierunku molochu w celu zakupienia czegoś na kolację, wody mineralnej i czekolady. Ciesząc się przy tym wolnością wyboru jaką dają klientom sklepy samoobsługowe (albo po prostu brakiem natrętnych sprzedawców). Jednak po wejściu do marketu oboje doszliśmy do wniosku, że gdybyśmy mieli się żywić tylko tym co w nim było - po kilku dniach umarlibyśmy z głodu. Otóż lodówki przepełniały serki "trójkąciki" - bardzo popularne i ładowane do wszystkiego w Maroko - oraz serki topione w innym kształcie. 

Hala przeładowana była workami z czymś w rodzaju mąki - gdzie każda służyła do innego rodzaju wypieków. Na zdjęciach na workach były harsha i inne "chlebo-podobne" marokańskie przysmaki. Jeśli chodzi o napoje - to był raj. Woda mineralna tańsza niż gdziekolwiek indziej ponieważ pozbawiona "podatku od gadaniny", od coca-coli i innych napojów gazowanych półki się uginały. My rzuciliśmy się na Hawai - napój gazowany o smaku multiwitaminy, który widzieliśmy jedynie w Maroko, a który jest przepyszny! 

wtorek, 1 kwietnia 2014

Zwierzęta

Podróżnik to nie tylko zachwycony pięknem świata człowiek, który wszystko postrzega jedynie przez pryzmat błękitu oceanu i jaskrawej zieleni przyrody. Czasami czerwona ziemia nie jest jedynie ciekawym widokiem, który jest nowy dla oka - zaraz pod jej barwą czają się spękana ziemia i piekielna temperatura, które nie dla wszystkich są znakiem, że czas zacząć się opalać...

Koty, małe puchate kulki, które całymi dniami ocierając się o nogi proszą o pogłaskanie - tutaj przypominają bardziej kocie Auschwitz. Hurtowe ilości wyliniałych szkieletów snują się po ulicach polując na cokolwiek do jedzenia. Kotów są setki bo nikt ich przecież nie sterylizuje. Mnożą się one więc bez umiaru i gdyby nie to, że stanowią one pogrom dla szczurów to być może już nikogo by nie obchodziły. Od czasu do czasu dostaną one jakieś podroby i to w sumie byłoby na tyle. 

Widok tej kociej tragedii jest całkowitym zaprzeczeniem szacunku, którym teoretycznie powinno się te stworzenia darzyć. Wszystko to ma bezpośredni związek z legendą o Muezzie. Był to ulubiony kot
Mahometa. Podobno nawet wygłaszał kazania ze zwierzakiem na kolanach, a i dokonywał symbolicznego obmycia się wodą z miski, z której pijał ulubieniec. Dlaczego tak traktował futrzaka? Otóż wedle legendy gdy Mahomet został zaatakowany przez dzikie psy i niemal konał to właśnie Muezza odnalazł go i wylizał wszystkie rany. Był z nim, aż do czasu gdy ten wyzdrowiał. Prorok tak go ukochał, że od tamtego czasu kot był ciągle przy nim. Najsłynniejszą opowieścią o relacji Mahomet - Muezza jest ta o tym, że gdy prorok obudził się na poranną modlitwę i zauważył kota śpiącego w rękawie jego szaty -  nie śmiał go obudzić. Obciął więc rękaw, a sam modły odprawił z jednym ramieniem nagim. Po zakończeniu modlitwy kot wstał i oddał Mahometowi pokłony.

Zapewne wszystko to, to jeden wieli pic na wodę, fotomontaż, ale mimo to choćby ze względu na symboliczne znaczenie opowieści przydałoby się choć trochę szacunku do zwierząt w tym kraju - nie tylko dla kotów.

wtorek, 4 lutego 2014

Insha'Allah

Budzimy się wypoczęci. Pakujemy swoje rzeczy i po chwili jesteśmy gotowi do wyjścia. Pozostaje jeszcze kwestia zapłacenia (poprzedniego dnia nie mieliśmy przy sobie gotówki) i zapytania o drogę. Recepcjonista zdaje się być w pełni tego słowa znaczeniu - wczorajszy. Pytamy jeszcze czy może nie miałby ochoty na zrobienie sobie wspólnego zdjęcia. Zgadza się, ale prosi abyśmy mu dale chwile na małe ogarnięcie się. Idzie bardzo powolnym krokiem w kierunku łazienki. Od jego markotnego wyrazu twarzy aż mnie samą zaczyna boleć głowa. Gość zachowuje się tak jakby był na klasycznym kacu. Nawet kacu-mordercy. Choć tak na prawdę nie wiem jakie skutki dnia następnego niesie ze sobą palenie haszyszu w tak potężnych ilościach - ale jeśli są choć w połowie takie na jakie wyglądały w jego przypadku to nadal nie chcę nigdy próbować.

Do rzeczy. Po kilku minutach wyskakuje niemalże razem z drzwiami, już pełen uśmiechu i życiowej energii. Robimy sobie wspólne zdjęcie. On wykrzykuje, że od teraz Polacy i Marokańczycy to przyjaciele, a ja zastanawiam się kiedy i co on znowu wypalił.

Sympatyczny koleś wskazuje nam drogę na dworzec. Już mamy się żegnać kiedy przypominamy sobie o braku mapy. Pytamy gdzie tutaj można ją kupić. Tłumaczy nam większość trasy, a następnie każe pytać po prostu o to gdzie jest medina, czyli stara dzielnica miasta.