czwartek, 5 marca 2015

Kilka gnieźnieńskich historii

Na czymże to my skończyliśmy ostatnio? Ach! Już wiem! Na gorącej herbatce z cytrynką i kawie pitej w jednym z barów w okolicach centrum w Gnieźnie. Oprócz tego jedliśmy też hamburgery, który smakowały nam prawdopodobnie jedynie dlatego, że byliśmy głodni jak wilki.

W normalnych warunkach, to jest takich, w których nie wieje złem (mrozem) na dworze, człowiek zamiast grzać tyłek w knajpie poszedł by na nocny spacer po rynku i jego okolicach. Warunki jednak nie były normalne! Temperatura spadła do minus piętnastu stopni i ani ja ani Adaś nie zamierzaliśmy opuścić baru szybciej niż byłoby to potrzebne.

Gdy nadeszła godzina, która sugerowała, że czas się zbierać celem szukania adresu Krzyśka z couchsuffingu - z wielkim bólem w
sercach opuściliśmy ogrzewane pomieszczenie. Gniezno nie należy do wielkich metropolii. "Na drugim końcu miasta" (jak zwykli odpowiadać zapytani przez nas ludzie na pytanie "Gdzie jest ulica taka, a taka?") okazało się być jakieś dwadzieścia minut piechotą od rynku.

Nazwa ulicy, na którą mieliśmy trafić nosiła nazwę, która wskazywała, że znajduję się ona na jednym z niedawno wybudowanych osiedli. Myśleliśmy jednak, że to zwyczajny zbieg okoliczności.

Chcąc być mili (oraz sądząc, że nasz gospodarz mieszka sam) postanowiliśmy kupić po piwku dla wszystkich na wieczór. Tak też zrobiliśmy, a potem poszliśmy pod wskazany adres i...

... SZCZĘKĘ ZACZĘLIŚMY ZBIERAĆ Z PODŁOGI!

środa, 4 marca 2015

Ku pierwszej stolicy Polski!

Mogłabym jeszcze długo skupiać się na tym jakby tu zareklamować Muzeum Arkadego Fiedlera w Puszczykowie. Mogłabym stworzyć jeszcze co najmniej kilka opracowań historycznych w oparciu o repliki znajdujące się na terenie muzeum. Myślę jednak, że już wystarczy i warto przejść już do momentu kiedy opuściliśmy fiedlerowski ogródek.

Byliśmy przemarznięci na kość. To co najciekawsze w muzeum znajduje się na zewnątrz. Byliśmy w tym miejscu w styczniu, a to oznaczać może tylko jedno... Pogoda wcale nas nie rozpieszczała!

Zarówno ja, jak i Adaś jesteśmy raczej z gatunku stworzeń ciepłolubnych, a więc siedem stopni mrozu,
które wtedy panowały na dworze było dla nas niczym siedemdziesiąt stopni na minusie. Dygotaliśmy więc i narzekaliśmy bez kresu. Na domiar złego wplątaliśmy się w bardzo malutkie krajowe drogi (a może nawet dróżki), po których nie jeździło absolutnie nic!

Cóż jednak mogliśmy zrobić? No nic. Poszliśmy więc przed siebie żywiąc wielką nadzieję na spotkanie jakiegoś zbłąkanego kierowcy, który zdecydowałby się nas zabrać.

Szliśmy.

I szliśmy....

A potem....

...szliśmy dalej.

poniedziałek, 2 marca 2015

O Buddzie słów kilka

Królowa Mahamaji miała przedziwny sen. Śniło jej się bowiem, że znalazła się nad jeziorem Anawatapta w
Himalajach i tam została umyta przez niebiańskich strażników czterech stron świata. Następnie podszedł do niej biały słoń, który trzymał trąbą kwiat lotosu i wszedł do jej boku.

Gdy kobieta się obudziła opowiedziała o swoim niezwykłym śnie mędrcom, którzy wyjaśnili jej  jego znaczenie. Poczęła syna, którego zadaniem na ziemi będzie stać się władcą lub też nauczycielem świata.

Dziecko rzeczywiście przyszło na świat. Było to ponad dwa i pół tysiąca lat temu w Napalu. Nadano mu imię Siddhartha.

Niedługo potem z ust jednego z wróżbitów padły słowa przepowiedni. Mowa w niej była o tym, że w życiu chłopca pojawią się cztery znaki, które sprawią, że przekona się on o ludzkim nieszczęściu i właśnie dzięki temu stanie się on nauczycielem świata.

piątek, 20 lutego 2015

Puszczykowo kontra Giza

Piramidy budowane były przez starożytnych w wielu miejscach na Ziemi. W Babilonie, w Peru, w Meksyku czy w Chinach. Niektóre z nich zachowało się do czasów nam współczesnych i teraz wiecznie się o nich rozprawia. Po co je budowano? Kto je zbudował? Jak tego dokonano? W jakim czasie? I takie tam podobne inne zapytania w temacie budowy potężnych sztucznych wzniesień. Oczywiście najbardziej znaną piramidą świata jest ta z Gizy.( Nie jest największa, bo dwa razy wyższa od niej jest chińska Biała Piramida, która szczyci się 300 metrami wysokości) Wielka Piramida Cheopsa jednak zrobiła karierę światową i ma zawsze największe branie turystyczne.

Każdy się do niej przyczepia z najróżniejszych powodów. Więc my również odrobinę się na niej
wyżyjemy, bo każde pokolenie ma swoje zdanie w tym temacie. Zaczniemy od tego czego dowiadujemy się ze świata nauki. Czyli od suchych faktów. Wielka Piramida ma swoje rozmiary i wartości. Została zmierzona, zbadana i poddana gruntownej lustracji. Wiemy więc NA PEWNO, że… Stoi ona na osi Północ- Południe. Południk, który przebiega przez tę budowlę dzieli Ziemię na dwie połowy. A wiadomo, że nie ma mniejszej i większej połowy, więc jasne jest – że są to części sobie równe.

czwartek, 19 lutego 2015

Pierzasty Wąż

Potrafilibyście sobie wyobrazić węża, którego ciało pokrywałyby pióra? Brzmi dość absurdalnie, prawda? Toltekowie jednak tak nie uważali. Przeciwnie – ich wyobrażenie o Bogu posiadającym moc władania niemal całą przyrodą przybierało postać właśnie Pierzastego Węża. 

Quetzalcoatl swoim dziwacznym wizerunkiem miał reprezentować zarówno siły płynące z przyrody – za to konkretnie odpowiadała ptasia część jego wizerunku – oraz tajemnice podziemi – czego z kolei symbolem był wąż. 

Jego boska kariera nie była w żadnym wypadku przelotną. Oddawały mu hołd całe pokolenia indiańskich ludów. Dorobił się nawet prywatnej świątyni w jednym z meksykańskich miast. Co ciekawe – ów świątynia usytuowana jest na wielkiej piramidzie, a ta z kolei ma podstawę większą od swojej przyrodniej siostry, którą wybudował w Egipcie Cheops.



wtorek, 17 lutego 2015

Tatanka-Yotanka

> źródło <
Odwaga, hojność, mądrość oraz hart ducha – cnoty, które sprawiają, że człowiek jest coś wart i reprezentuje sobą coś co należy naśladować i podziwiać. Siuksowie doskonale o tym wiedzieli i dlatego właśnie ów cechy uznali za najważniejsze dla swojego plemienia. 

Pewien młody Indianin robił co mógł aby stać się wartościowym członkiem swojego plemienia. Z zapałem uczestniczył w polowaniach i uczył się tego jak być dobrym wojownikiem.

Gdy miał czternaście lat powalił pierwszego przeciwnika. Wtedy to zyskał przywilej noszenia we włosach białego pióra, które upamiętniało to wydarzenie i jednocześnie oznaczało jego pełne prawo przynależności do plemienia. Wtedy też dostał nowe imię – Tatanka-Yotanka, co w wolnym tłumaczeniu oznacza – Siedzący Byk.



Santa Maria

> źródło <
Krzysztof Kolumb. Po włosku - po włosku Cristoforo Colombo. Żeglarz z Genui, który odkrył Amerykę.
Podróżnik i niepoprawny marzyciel w jednym. Sięgał po swoje marzenia bez wahania, choć nie było mu wcale łatwo. Kolumb postanowił, że znajdzie drogę morską do Indii. Wziął pod uwagę kulistość naszej planety i uznał, że najbardziej logicznym rozwiązaniem będzie popłynąć na zachód, aby w końcu wypłynąć u wybrzeży Japonii… Cóż. Nie był on pierwszym zapaleńcem, który chciał tego dokonać, ale jego projekt spotkał się z wyjątkowym brakiem poparcia. Najpierw został odrzucony w Portugalii, następnie w Anglii. W obu przypadkach wynikało to z tego, że wyprawa zdawała się być zbyt ryzykownym przedsięwzięciem. Innymi słowy nikt w niego nie wierzył.