Przekroczyliśmy granicę Francji. Kierunek – Nancy. Złapaliśmy na stopa ciężarówkę.
Francuz, który nas podwoził był bardzo sympatyczny i pomocny. W niczym nam nie
przeszkadzała bariera językowa, która
naprawdę we Francji okazała się ogromna.
Dogadywaliśmy się w każdym możliwym języku, po kilka słów z każdego, którego
choć trochę kiedyś liznęliśmy. Angielski niestety nie za wiele wnosił do rozmowy, więc
korzystaliśmy z lichej wprawdzie ale jednak – znajomości niemieckiego, francuskiego,
włoskiego…Ale najlepiej jednak sprawdzał się język „migowy’. Nasz kierowca nie mógł
się połapać o co chodzi w naszej mapie Europy, z której korzystamy więc kupił i podarował
nam w prezencie mapę Francji. Wtedy wszyscy w końcu wiedzieliśmy gdzie dokładnie
jesteśmy i dokąd zmierzamy. Z palcem na mapie łatwiej było nam się dogadać. Zostaliśmy
wysadzeni jakieś 200 kilometrów od Paryża. Postaliśmy trochę na jakimś parkingu, gdzie
ruch samochodowy raczej nie rokował najlepiej, ale szybko okazało się, nasz dobry los nas
nie opuszcza. Zatrzymała się para Austriaków. Jechali bezpośrednio do Paryża.
List
       
Strona Główna  .
Wyprawy  .
O Nas  .
Kontakt i współpraca  .
Projekty Podróżnicze  .
Lifestyle  .
Sponsorzy i Patronaci
czwartek, 15 sierpnia 2013
niedziela, 11 sierpnia 2013
Magdeburg, Frakfurt i Karlsruhe
Opozniony wyjazd z Berlina.
Mielismy wyjechac z Berlina we wtorek. W planie bylo wstanie tego dnia o 6 rano i wyjechanie maksymalnie o 7, ale o godzinie dwunastej w nocy Michal stwierdzil, ze wcale nie ma ochoty nas od siebie wypuszczac i bardzo chetnie przeszedlby sie na dworzec ZOO noca, a my... doszlismy do wniosku ze to bardzo ciekawy pomysl. Tak wiec poszlismy. Ciagle z twardym zalozeniem ze wyjedziemy z Berlina we wtorek, tylko troszke pozniej.
Dworzec ZOO w nocy jest jeszcze bardziej przerazajacy niz za dnia. Mysle, ze spokojnie mozna powiedziec, ze to najsmutniejsze miejsce w calym Berlinie. Ludzie nocujacy na ulicy w polaczeniu z przechadzajaca sie ulicami policja. Kilka osob ledwie trzymajacych sie scian, automat na strzykawki i brudne igly lezace na ulicy, plamy krwi i biegajace szczury. I wszedzie smierdzi szczynami. Wszedzie. Park nieopodal z reszta duzo ciekawszym miejscem nie jest. Mniej oswietlony wiec ludzie spiacy w krzakach niejednokrotnie wygladali jakby od dawna nie zyli. W najwiekszym skrocie - przechadzka noca po starym cmentarzu chyba bylaby duzo bardziej przyjemna, a moze nawet romantyczna.
Mielismy wyjechac z Berlina we wtorek. W planie bylo wstanie tego dnia o 6 rano i wyjechanie maksymalnie o 7, ale o godzinie dwunastej w nocy Michal stwierdzil, ze wcale nie ma ochoty nas od siebie wypuszczac i bardzo chetnie przeszedlby sie na dworzec ZOO noca, a my... doszlismy do wniosku ze to bardzo ciekawy pomysl. Tak wiec poszlismy. Ciagle z twardym zalozeniem ze wyjedziemy z Berlina we wtorek, tylko troszke pozniej.
Dworzec ZOO w nocy jest jeszcze bardziej przerazajacy niz za dnia. Mysle, ze spokojnie mozna powiedziec, ze to najsmutniejsze miejsce w calym Berlinie. Ludzie nocujacy na ulicy w polaczeniu z przechadzajaca sie ulicami policja. Kilka osob ledwie trzymajacych sie scian, automat na strzykawki i brudne igly lezace na ulicy, plamy krwi i biegajace szczury. I wszedzie smierdzi szczynami. Wszedzie. Park nieopodal z reszta duzo ciekawszym miejscem nie jest. Mniej oswietlony wiec ludzie spiacy w krzakach niejednokrotnie wygladali jakby od dawna nie zyli. W najwiekszym skrocie - przechadzka noca po starym cmentarzu chyba bylaby duzo bardziej przyjemna, a moze nawet romantyczna.
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Berlin - miasto kontrastow
Droga ze Srody Slaskiej do Berlina nie nalezala do ciezkich. Praktycznie po pieciu minutach od wyciagniecia kciuka siedzielismy juz w ciezarowce i jechalismy do Lubina. W Lubinie zlapalismy pana do Miedzyrzecza - to byl jeden z tych mniej rozmownych kierowcow. W Miedzyrzeczu spotkalismy sie z tata Adasia, zaopatrzylismy sie w gaz pieprzowy i kupilismy skarpetki bo wczesniej oczywiscie zapomnielismy o tym.
Zjedlismy lody i znow na wylotowke. Byl potezny korek do samej Skwierzyny wiec siedemnascie kilometrow pokonywalismy najmniej godzine. Naszym kierowca byla kobieta ktora za czasow studenckich rozwniez podrozowala autostopem. W dodatku po krajach, ktore w najblizszym czasie odwiedzimy, wiec wlaczylo mi sie wyciaganie od niej wszystkich informacji z tym zwiazanych. Na cale szczescie wszystko co uslyszalam zachecilo do podrozy jeszcze bardziej.
- Jej... jak ja wam zazrdoszcze. Zawsze chcialam pojechac do Maroko.
- Wiec jaki problem? Jedz!
- A zebyscie wiedzieli ze pojade!
Dostalismy od niej po malej kawie kiedy wysiadalismy i po chwili zastanowienia doszlismy do wnisku ze to idealne miejsce na sniadanie.
A potem najedzeni ruszylismy dalej i niecala godzine pozniej przekroczylismy polsko-niemiecka granice. Napisalismy Michalowi, u ktorego mielismy spac, ze bedziemy okolo godziny 17, ale dluzsza chwila przestoju wlasnie przy granicy sprawila, ze zaczelismy myslec, ze sie nie wyrobimy. Az tu nagle bach! I zatrzymuje sie samochod na berlinskich blachach - polak. Mowi ze wybral sie na wycieczke bo mial dosc siedzenia w domu, a my na to, ze bardzo sie z tego powodu cieszymy. Poprosil o wbicie adresu, pod ktory chcemy sie dostac w nawigacje i tym samym o 17 bylismy pod blokiem Michala. Wykapalismy sie i opilismy fanta, a potem nasz gospodarz zapytal:
- Interesuje was ta komercyjna czesc miasta czy co?
- To tez, ale przede wszystkim chcemy zobaczyc Berlin od tej bardziej zyciowej strony.
- No to wam pokaze, dzisiaj jest impreza, na ktorej zdarza mi sie grywac wiec spokojnie moge was tam zabrac. Ale najpierw pojdziemy sie zintegrowac z murzynami w parku.
Zjedlismy lody i znow na wylotowke. Byl potezny korek do samej Skwierzyny wiec siedemnascie kilometrow pokonywalismy najmniej godzine. Naszym kierowca byla kobieta ktora za czasow studenckich rozwniez podrozowala autostopem. W dodatku po krajach, ktore w najblizszym czasie odwiedzimy, wiec wlaczylo mi sie wyciaganie od niej wszystkich informacji z tym zwiazanych. Na cale szczescie wszystko co uslyszalam zachecilo do podrozy jeszcze bardziej.
- Jej... jak ja wam zazrdoszcze. Zawsze chcialam pojechac do Maroko.
- Wiec jaki problem? Jedz!
- A zebyscie wiedzieli ze pojade!
Dostalismy od niej po malej kawie kiedy wysiadalismy i po chwili zastanowienia doszlismy do wnisku ze to idealne miejsce na sniadanie.
A potem najedzeni ruszylismy dalej i niecala godzine pozniej przekroczylismy polsko-niemiecka granice. Napisalismy Michalowi, u ktorego mielismy spac, ze bedziemy okolo godziny 17, ale dluzsza chwila przestoju wlasnie przy granicy sprawila, ze zaczelismy myslec, ze sie nie wyrobimy. Az tu nagle bach! I zatrzymuje sie samochod na berlinskich blachach - polak. Mowi ze wybral sie na wycieczke bo mial dosc siedzenia w domu, a my na to, ze bardzo sie z tego powodu cieszymy. Poprosil o wbicie adresu, pod ktory chcemy sie dostac w nawigacje i tym samym o 17 bylismy pod blokiem Michala. Wykapalismy sie i opilismy fanta, a potem nasz gospodarz zapytal:
- Interesuje was ta komercyjna czesc miasta czy co?
- To tez, ale przede wszystkim chcemy zobaczyc Berlin od tej bardziej zyciowej strony.
- No to wam pokaze, dzisiaj jest impreza, na ktorej zdarza mi sie grywac wiec spokojnie moge was tam zabrac. Ale najpierw pojdziemy sie zintegrowac z murzynami w parku.
środa, 31 lipca 2013
Chorwacja
Moja kochana mama spisywała wszystkie smsy jakie dostawała od nas podczas podróży do Chorwacji. Nie miałam o tym pojęcia więc są prawdziwe do bólu. Razem ze skracaniem ich treści żeby zaoszczędzić na znakach, szczerą radością, smutkiem, przerażeniem czy też zmęczeniem. Dodaje to w formie relacji z tamtej podróży i jako ciekawostkę.
Chorwacja – sms
Dzień pierwszy 1 08 2012
,,Dojeżdżamy do Słowacji. Czechy, jeśli chodzi o stopa to czysta tragedia. Nogi mi wchodzą do d….Oby na Słowacji było lepiej,, 19 ; 44
,,Zatrzymaliśmy się w motelu w Makovie. To jest Słowacja. 5 euro za osobę ,, 20 ; 55
Dzień drugi 2 08 2012
,,Nigdy wcześniej nie spało mi się aż tak dobrze. Po 16 godzinnej podróży ciężko się temu dziwić. Mieliśmy własna łazienkę. Zaraz w drogę. Kawa po 60 centów. Zaraz idziemy się napić. Miła pani za barem. Dogadujemy się w trzech językach na zmianę. Górskie, cudowne widoki i kosciółek naprzeciwko okien. I supermarket niedaleko, w którym zjemy śniadanie. Napisze wieczorem,, 08 ; 03 ,
,Jestem! I to w drodze do Bratysławy,, 18 ; 58
,,Jesteśmy we Wiedniu!!! ,, 20 ; 12
,,No tak, żeby tego było mało to jakiś polak zapakował nas do busa i zabrał do centrum Wiednia. Jedziemy dalej,,! 20 ; 26
,, Mamy nocleg we Wiedniu. Jak Ci wszystko opowiem po powrocie, to padniesz,, 22 ;39
,,Ze strachu nie. Ja padłam z nadmiaru szczęścia. Za długo by pisać. Ale mieliśmy ,,taksówkę,, za darmo. Facet nam noclegu szukał i nie odszedł do chwili gdy znaleźliśmy lokum. Nic za to nie chciał. Wow! ,, 22 ; 46
Chorwacja – sms
Dzień pierwszy 1 08 2012
,,Dojeżdżamy do Słowacji. Czechy, jeśli chodzi o stopa to czysta tragedia. Nogi mi wchodzą do d….Oby na Słowacji było lepiej,, 19 ; 44
,,Zatrzymaliśmy się w motelu w Makovie. To jest Słowacja. 5 euro za osobę ,, 20 ; 55
Dzień drugi 2 08 2012
,,Nigdy wcześniej nie spało mi się aż tak dobrze. Po 16 godzinnej podróży ciężko się temu dziwić. Mieliśmy własna łazienkę. Zaraz w drogę. Kawa po 60 centów. Zaraz idziemy się napić. Miła pani za barem. Dogadujemy się w trzech językach na zmianę. Górskie, cudowne widoki i kosciółek naprzeciwko okien. I supermarket niedaleko, w którym zjemy śniadanie. Napisze wieczorem,, 08 ; 03 ,
,Jestem! I to w drodze do Bratysławy,, 18 ; 58
,,Jesteśmy we Wiedniu!!! ,, 20 ; 12
,,No tak, żeby tego było mało to jakiś polak zapakował nas do busa i zabrał do centrum Wiednia. Jedziemy dalej,,! 20 ; 26
,, Mamy nocleg we Wiedniu. Jak Ci wszystko opowiem po powrocie, to padniesz,, 22 ;39
,,Ze strachu nie. Ja padłam z nadmiaru szczęścia. Za długo by pisać. Ale mieliśmy ,,taksówkę,, za darmo. Facet nam noclegu szukał i nie odszedł do chwili gdy znaleźliśmy lokum. Nic za to nie chciał. Wow! ,, 22 ; 46
poniedziałek, 29 lipca 2013
Najszybszy ślub na świecie
Jako jedno z "zabezpieczeń" przed niechcianymi komentarzami czy propozycjami, z których na pewno nie chcielibyśmy skorzystać wymyśliliśmy, że zwyczajnie kupimy dwie takie same złote obrączki. Wiadomo - mężatka zawsze traci na atrakcyjności więc jest to jakiś sposób na zakończenie tematu, który nas nie interesuje. Pół żartem, pół serio - nie chcę po prostu stać się przedmiotem handlu i zostać sprzedana za kilka wielbłądów.
Niestety - takie sprawy jak ta zawsze zostają u nas załatwiane na wariackich papierach na ostatnią chwilę. Tak też było tym razem. Pojechaliśmy dziś do Wrocławia po resztę rzeczy na podróż. Ubrania Adasia, trochę elektroniki i kilka innych pierdół typu naczynia, kamizelki odblaskowe, kleje, taśma... Takie tam. Korzystając z tego, że i tak jesteśmy we Wrocławiu postanowiliśmy się rozejrzeć za gazem pieprzowym, którego i tak nie kupiliśmy w rezultacie. No i przypomniało nam się o obrączkach. Na złoto nas nie stać więc poszukiwania skupiły się na czymś "złotopodobnym" co tylko udawałoby obrączki z prawdziwego zdarzenia. Więc zaczęliśmy błądzić po wszelakich sklepach indyjskich, z pamiątkami i innymi upominkami i takich z drobną biżuterią. Odwiedzamy kilka sklepików w rynku, ale nie dosyć, że sprzedawcy reagują dość zabawnie gdy mówię, że chcę dwie obrączki imitujące złoto to jeszcze pytają z nutką ironii czy oszczędzamy za ślubie. Gdy jednak odpowiadamy po co nam to - baranieją i albo mówią coś totalnie nie na temat albo nic nie mówią. Ewentualnie nazywają nas dziwakami.
W jednym ze sklepów wpada mi w oko mosiężny pierścionek co odrobinę zawęża pole poszukiwania - kolor podchodzący pod złoty, cena odpowiada no i nie barwi w paskudny sposób paluchów, ale wzór jest nie do zaakceptowania. Cóż... przynajmniej surowiec, z którego mogłoby być to wykonane jest w miarę możliwości. W następnych punktach pytamy więc o obrączki z mosiądzu i dalej sprzedajemy tekst o złotopodobnym czymś. Zostaje nam zaproponowany naprawdę tandetny pierścionek ze stali ze wstawkami w kolorze złotym i gdy już prawie godziny się z myślą, że nic lepszego nie znajdziemy okazuję się, że żaden z dostępnych w sklepie rozmiarów nie pasuje na nas. Sprzedawca proponuje, że sprowadzi je dla nas co brzmi kusząco, ale gdy żąda zaliczki, ze względu na brak gotówki przy sobie i nie do końca zadowolenie z tego co proponował grzecznie dziękujemy i wychodzimy.
W jednym ze sklepów wpada mi w oko mosiężny pierścionek co odrobinę zawęża pole poszukiwania - kolor podchodzący pod złoty, cena odpowiada no i nie barwi w paskudny sposób paluchów, ale wzór jest nie do zaakceptowania. Cóż... przynajmniej surowiec, z którego mogłoby być to wykonane jest w miarę możliwości. W następnych punktach pytamy więc o obrączki z mosiądzu i dalej sprzedajemy tekst o złotopodobnym czymś. Zostaje nam zaproponowany naprawdę tandetny pierścionek ze stali ze wstawkami w kolorze złotym i gdy już prawie godziny się z myślą, że nic lepszego nie znajdziemy okazuję się, że żaden z dostępnych w sklepie rozmiarów nie pasuje na nas. Sprzedawca proponuje, że sprowadzi je dla nas co brzmi kusząco, ale gdy żąda zaliczki, ze względu na brak gotówki przy sobie i nie do końca zadowolenie z tego co proponował grzecznie dziękujemy i wychodzimy. piątek, 26 lipca 2013
Czechy ciąg dalszy
Jak już wiecie wyjazd do Pragi nie był spełnieniem moich marzeń. Jednak karmiłam się myślą, że prowodyrem wszystkiego była osoba, która mi towarzyszyła. Otóż... Ja zwyczajnie mam pecha do tego kraju. Autostop jest na tyle osobisty, że nie można wystawić jednoznacznej opinii, na temat tego gdzie się da, a gdzie nie da się złapać stopa, gdzie ludzie są życzliwi, a gdzie nie itd... Są jakieś tam utarte stereotypy, można też wziąć pod uwagę ilości osób podzielających konkretne zdanie. Ale zawsze są wyjątki od tych reguł, więc moje wypociny o czeskim autostopie traktujcie jedynie jako ciekawostkę, a jeśli nie byliście to jedźcie sprawdzić jak to będzie w Waszym przypadku.
Przez Czechy na Słowację:
Niewiele, prawda? Ta droga miała być skrótem. Przejechać kawałek przez Czechy, po to żeby nie robić kółeczka po Polsce. Cóż... Zamiast zyskać - straciliśmy. I to całe osiem godzin.
W sumie... Zaczęło się całkiem nieźle. Praktycznie z pierwsze czeskiej wioseczki za granicą złapaliśmy w niecałe 15 minut auto do Ostrawy.
Z gościem nie można było się z początku dogadać, bo niestety zazwyczaj wygląda to tak, że oni rozumieją nas, a my ich ani trochę... Czech musi naprawdę chcieć żebyś go zrozumiał. Jeśli już tak jest, a on mówi powoli, spokojnie i nie zapomina o gestykulacji twoje szanse na to, że załapiesz o co mu chodzi rosną dość znacznie. I wtedy faktycznie można dopatrzeć się podobieństwa pomiędzy językiem polskim, a czeskim.
Przez Czechy na Słowację:
Niewiele, prawda? Ta droga miała być skrótem. Przejechać kawałek przez Czechy, po to żeby nie robić kółeczka po Polsce. Cóż... Zamiast zyskać - straciliśmy. I to całe osiem godzin.
W sumie... Zaczęło się całkiem nieźle. Praktycznie z pierwsze czeskiej wioseczki za granicą złapaliśmy w niecałe 15 minut auto do Ostrawy.
Z gościem nie można było się z początku dogadać, bo niestety zazwyczaj wygląda to tak, że oni rozumieją nas, a my ich ani trochę... Czech musi naprawdę chcieć żebyś go zrozumiał. Jeśli już tak jest, a on mówi powoli, spokojnie i nie zapomina o gestykulacji twoje szanse na to, że załapiesz o co mu chodzi rosną dość znacznie. I wtedy faktycznie można dopatrzeć się podobieństwa pomiędzy językiem polskim, a czeskim.
czwartek, 25 lipca 2013
Co ze sobą zabieramy?
Właściwie...niewiele. W tym roku w końcu postanowiliśmy nie oszczędzać na plecakach i kupiliśmy dwa plecaki marki Feel Free. Jak na nas - biorąc pod uwagę, że w tamtym roku w podróż pojechały z nami plecaki z biedronki - wydaliśmy potężną sumę na ich zakup. Po wytargowaniu się wyszło około 200 zł za jeden. Ale fakt faktem sprawdzają się naprawdę super. Spakowaliśmy się w nie na wyjazd na Hel i zdały egzamin w stu procentach. Adaś chwilami narzekał jedynie na ból kręgosłupa, którego z resztą by nie było gdyby nie to, że zapomniał zapiąć pasa biodrowego.
![]() |
Z rzeczy oczywistych, które należy ze sobą zabrać - karimata i śpiwór. Jeśli chodzi o karimatę to także zostaliśmy zmuszeni do zakupienia nowej. Wydatek rzędu 15zł za sztukę. W TESCO na promocji.
Śpiwory zostawił nam w spadku poprzedni rok. Nic nadzwyczajnego. Marka to jeśli dobrze wyczytałam Acamper. Był tani, można było go skompresować do niewielkich rozmiarów (24 x 23 cm) i był lekki. Nie mieliśmy pieniędzy ani śpiworów wiec koniec końców kupiliśmy właśnie ten. I byliśmy przekonani, że jeśli zda egzamin to tylko taki na jeden sezon. I się zdziwiliśmy. W miejscach gdzie jest ciepło to maleństwu temu można zaufać. Nie zabrałabym go ze sobą nigdzie na północ, ale na południe jak najbardziej daję radę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



