Kolejnym
państwem na naszej drodze jest Francja. Dobrze pamiętamy co potrafi ona zrobić
z portfelami skromnych autostopowiczów. Środków mamy coraz mniej więc postanawiamy
przelecieć przez nią niczym tornado i jak najprędzej dostać się do Włoch.Zakupujemy ostatnie tanie piwo w Andorze. Wiemy, że kolejny tani alkohol czeka nas za bardzo długi czas. Robimy drobne zakupy na śniadanie i wychodzimy na drogę w kierunku francuskiej granicy. Nie czekamy zbyt długo. Po chwili siedzimy w samochodzie Francuza, który jedzie jakieś 50 kilometrów ponad granice z Andorą w kierunku wybrzeża. Czyli również w stronę Marsylii gdzie zmierzamy.
Podróż upływa
nam na wychwalaniu tanich alkoholi i tytoniu. Swoją drogą – zabezpieczyliśmy się
na całe dwa tygodnie jeśli chodzi o papierosy. Gdy wysiadamy z samochodu
postanawiamy zjeść śniadanie. Robi się ciepło. O wiele cieplej niż było w
Andorze. Góry są już zdecydowanie niższe, a my w końcu możemy zdjąć z siebie
kurtki.









